czwartek, 16 stycznia 2014

dzieci to powinny rozumieć głównie koty dla własnego bezpieczeństwa

No dobra, matki też powinny dzieci rozumieć....więc dlaczego ja nie rozumiałam, nie wiem. Ostatnio opowiadałam Wam, przy okazji Tybkowych urodzin, jak miałam problem ze zrozumieniem suahili z jego dorzecza. W zasadzie jedyną osobą, która zawsze rozumiała Szarego był jego, 22 miesiące starszy, brat.

Don Juan brzdącem był niesamowitym. Nauczył się gadać szybciej niż chodzić, a chodzić nauczył się z kolei tuż przed swoimi pierwszymi urodzinami. Jak miał 18 m-cy znał perfekt alfabet, a buzia mu się nie zamykała po prostu. Pamiętam, jak szpanowaliśmy na mieście, w kolejkach "P-O-C-Z-T-A", "A-P-T-E-K-A"- literowało moje dziecko, a starsze panie zachwycone, jaki to on mądrutki, wpuszczały nas przed siebie, żeby się "dziubusiowi" nóżki nie zmęczyły od tego stania.
Jakież było moje zdziwienie, gdy drugie dziecko nie mówiło długo, dłuuuugo nic. A jak już mówić zaczęło, to w suahili i za chooja wafla nie chciało inaczej.
Brzmiało to mniej więcej tak:




Jeszcze bardziej byłam zaskoczona, gdy pewnego razu Szary powiedział coś do don Juana w swoim języku, a ten, bez problemu, w tym samym tonie, tą samą gwarą, mu odpowiedział. Po czym Szary pokiwał głową ze zrozumieniem i poszedł po dwa samochody, z czego jeden podał don Juanowi właśnie. Wniosek był prosty-  don Juan nie tylko rozumiał, ale i potrafił mówić w ten sposób. Urodzony poliglota.
Ja również próbowałam, ale widać nie trafiłam w realne dla Szarego słowa, bo gdy się odezwałam w jego dialekcie, patrzył na mnie tylko, z rozdziawioną buzią i miną identyczną jaką miałabym ja, gdyby Krystyna Pawłowicz oznajmiła z mównicy, że rzuca karierę polityczną, na rzecz tańca na rurze...
Maciek też próbował. On miał zresztą od początku większe szanse, genetycznie. U Maćka w rodzinie, wszyscy mężczyźni bowiem, potrafią mówić nie zdejmując wargi z nosa. Ja już naprawdę nie czepiam się dykcji, ale słowo "mamrotanie" to dla nich komplement. Tak czy siak, Maćka starania również spełzły na niczym. Pozostaliśmy z jedyną nadzieją na porozumienie -don Juanem, no i własną nieograniczoną wyobraźnią oraz mimiką Szarego, która uśmiechem, tudzież ustami w podkówkę, podpowiadała nam, jak daleko jesteśmy od prawdy...
Pewnego dnia zostaliśmy z Szarym sami w domu, jak Kevin w Boże Narodzenie, każdego roku na Polsacie (poza 2013). I do dziś przysięgłabym, że zrozumiałam go wyraźnie. Tym bardziej, że całość miała spójny, logiczny sens.
Niedawno kupiliśmy koty. Tfu, wróć...niedawno przygarnęliśmy koty. Rasy dachowej, w sensie dosłownym, gdyż kotka okociła się na dachu.
Garażu.
Żeby nie było, że ktoś mi zaraz napisze w komentarzu, że trzeba było jej klucza do lufcika, ze strychu na dach,  nie dorabiać...
W każdym razie ja gotowałam obiad, a Szary gonił się ze zwierzakami po całej chacie, gdy nagle dobiegło mnie z łazienki:
-Mamy samiczka.
-Nie, kochanie. To nie jest samiczka. To samczyk, samiec, wiesz- odpowiedziałam, nie podnosząc głowy znad garów
-Mamy samiczka!- usłyszałam nieco głośniej
-Nie, to są koci chłopcy. Samce, skarbie- odpowiedziałam nadal niewzruszona
-Mamy samiczka! Sa-mi-czka!- wydarło się moje dziecko
-Nie krzycz, słyszałam za pierwszym razem. Tłumaczę ci przecież, że to nie jest samiczka! Samiczka to dziewczyna, a samiec to chłopak.
-SAMICZKA! SAMICZKA! SAMICZKA!-uderzyło w ryk moje zrozpaczone dziecko
No dobra, ruszyłam dziarsko do łazienki.
Weszłam, ale to co zobaczyłam nie nadawało się na moje słabe serce...
Tybo siedział na podłodze, przed pralką, której bębnem kręcił.
A w pralce zapierdalał kot.
Tak z 200 obrotów na sekundę- na moje oko.
-Mamy chomiczka- nie wiedzieć czemu, tym razem usłyszałam całkiem wyraźnie

I czy ktoś się jeszcze dziwi, że na pytania znajomych, dlaczego kot chowa się w kartonie, gdy włączamy pralkę, odpowiadam prawie zgodnie z prawdą, że to jego manifest, w związku ze zmianą proszku. A bo to moja wina, że akurat Persil teraz mają w promocji w Biedronce?


24 komentarze:

  1. :))))
    dzięki za poprawę humoru:)
    teraz samiczka to będzie jedynym określeniem dla chomiczka, w każdym razie w moim słowniku;P

    Dobrego dnia, Fariatko:)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzien dobry, mogie wejsc? Dyg.
    Nasz Owsik nie gadal do trzeciego roku zycia, bo w zwiazku z ADHD wszystko poszlo jej w motoryke (http://swiattodzungla.blogspot.de/p/owsik.html), nie potrzebowalismy wiec tlumacza, bo nie bylo czego roztlumaczac.
    Milego! :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć. Dyg;)
      Ja tak sobie myślę, że milczące przez 2-3 lata dziecko wcale nie jest takie złe...a już jestem niemal pewna, że będziemy ten czas wspominały z rozrzewnieniem, jak zaczną być nastolatkami;)

      Usuń
    2. Mam to juz za soba, Owsik za chwile skonczy 27 lat, ale nadal jej sie geba nie zamyka :))) Z tym, ze teraz juz nie mnie maltretuje gadaniem ;)

      Usuń
  3. No i chuj, pozbawiłaś mnie resztek nadziei, że Eliza będzie łącznikiem między nami a Lilą. Niestety z wiekiem nawet wrodzony suahili zamiera. Czego dowód miałam wczoraj rano przy śniadaniu- niezrozumiana Lila trzepnęła głową o szafkę (tak robi jak jest wkurwiona, i to nie jest rodzinne...) a Eliza przewracała wymownie oczami, które pytały "O co Jej chodzi". A Ona cały czas coś ględziła, tylko tłumacza nie było...
    To Szary zrobił kotu wesołe miasteczko :) Nie zrzygał się biedak? Kot znaczy się :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście nie. wyszedł jedynie jakiś kilogram lżejszy i z lepszą kondycją, zdecydowanie;)

      Usuń
  4. Witam się.
    Czytając Twoje posty zawsze można liczyć na poprawę humoru :-) :-D

    Mój syn też potrafił zabłysnąć intelektem. Jak miał jakieś dwa latka jego słownik zaczął rozwijać się w tempie błyskawicznym. Któregoś razu poszłam z nim na plac zabaw. Syn był w siódmym niebie, bo było mnóstwo dzieci. Potem pytam go:
    - I jak było? Fajnie się bawiłeś?
    - Tak fajnie. A wiesz z kim się bawiłem?
    - No nie wiem, opowiadaj.
    - Z dziencynkami i robakami :D
    Hheh chciał powiedzieć, że bawił się z dziewczynkami i chłopakami.
    Oprócz tego
    na miśka mówił maka,
    na brzuch wuch
    jak chciał usiąść to mówił isonda....

    Pozdrawiam ;)
    -

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magda, to Ty i tak miałaś szczęście, że "robakami" oznaczało chłopakami. U mnie robaki, to od zawsze były robaki niestety. I też się z nimi bawili obaj synowie. I nawet czasem kumpli do domu zapraszali...
      pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  5. o matko kochana ((nie)typowa oczywiście ;)!
    jak ja lubię tu zaglądać! ale koto-chomiczkowi współczuję okrutnie... trzeba jednak uczyć koty suahili, tak prewencyjnie... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A trzeba, trzeba.
      I zamierzam zacząć właśnie, bo Stifler dostał od Mikołaja chodzik. I mimo, że skończył dopiero niedawno pół roku, zapiernicza jakby miał baterie Duracella w... no nieważne gdzie. W każdym razie zgadnij kogo goni?:)

      Usuń
  6. Cholera, nie sądziłam, że pralka może być aż tak...niebezpieczna.
    Musze uważać bo jak jestem w łazience to młoda bardzo lubi wkładać tam głowę..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosia, weź Ty Jej umyj w końcu te włosy...żeby dziecko musiało się tak prosić...;))))))

      Usuń
  7. Pamietasz, byl taki kawal, ze kota sie pierze, tylko sie nie wykreca. :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Ważne, że kot przeżył! :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To kocie terminatory są, z nerwami ze stali. W końcu muszą się w tej rodzinie jakoś odnaleźć;)

      Usuń
  9. :) biedny kotuś,mam nadzieję ,że nie narzygał na pranie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, w ogóle nie rzygał. A prania to nawet nie było- przecież chomikom nie wyścieła się kołowrotka;)

      Usuń
  10. Jeszcze Was dorwie jakaś organizacja obrony zwierząt :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma takiej opcji. Kochamy zwierzęta. Ja nawet od niedawna przeszłam na wegetarianizm, a Szary jest na razie w fazie teoretycznej. Byłby w praktycznej, gdyby nie schabowy. On uwielbia schaboszczaki. Jednak równocześnie strasznie żal mu zwierząt, które za tego kotleta życie oddały. Zadeklarował więc, że porzuca mięso, bo nie będzie się identyfikował z wieprzowym (ani żadnym innym) cierpieniem....do czasu jak go złapałam przy lodówce, gdy z kotletem w ręce mówił "mmmm....świnko i po co Ty jesteś taka dobra?!..mmmm"

      Usuń
  11. Pawłowicz tańczy na rurze to jest hit ! :D Z K/l/empą na zmianę :D
    Mój, dorosły już, syn jak był mały to na skarpetki mówił kapkapki.
    Któregoś dnia powiedziałam mu, no dobrze twoje to kapkapki, bo są małe, a taty ?
    Kapkapy ! No ! Powiedział z oburzeniem, że mama takich rzeczy nie wie.
    Wnuki też miały niezły, własny dialekt, ale że to bliźniaki to rozumiały się doskonale.
    Gorzej było z porozumieniem się z resztą rodziny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pola i coś Ty narobiła?!
      Ja mam taki defekt, że jak ktoś coś opowiada, to ja to sobie od razu wizualizuję.
      I sobie zwizualizowałam, kuźwa, właśnie....już nie tylko Pawłowicz na rurze, ale i Kempę.
      Teraz to się chyba tylko nadaję na psychoterapię, bo czuję, że traumy doznałam;)

      Usuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...