wtorek, 14 stycznia 2014

doktor Mango Shop

Kilka lat temu, wieczorem, dokładnie po "faktach", musiałam usłyszeć o jakichś podwyżkach, bo złapałam się za serce. I tak jakoś się za to serce złapałam, że wyczułam w prawej piersi guza. Tu powinnam napisać, że dzięki świadomości, którą nabyłam przez liczne kampanie społeczne etc.......ale prawda jest taka, że pewnie wyłącznie dlatego, że był to czas niedługi po tym, jak bardzo bliska mi osoba chorowała na raka- na drugi dzień, z samego rana, siedziałam już na poczekalni, przed gabinetem USG.
I jak zwykle popisywałam się przenikliwością umysłu:

- I co, panie doktorze, to jakaś torbiel?
-Przykro mi, ale to nie jest torbiel.
-Taka mało charakterystyczna torbiel?
-Niestety, nie.
-Nie wie pan co to jest, ale coś torbielowatego?

Pan doktor popatrzył wtedy na mnie długo i przenikliwie. Nieskromnie sądzę, że chyba pierwszy raz miał do czynienia z kimś tak błyskotliwym i wygadanym, w związku z czym postanowił przyjrzeć mi się uważniej. Tak to sobie potem tłumaczyłam, w każdym razie... Tymczasem lekarz przetarł powoli okulary, w trakcie gdy ja zastanawiałam się ,czy zasugerować jeszcze toczeń, bo już wtedy oglądałam dr Housa lecz nagle usłyszałam:
-Pani (nie)typowa, to nie jest torbiel. Żadna torbiel. Guz ma wszelkie cechy nowotworowe. Jednak nie można panikować, potrzebna jest dalsza diagnoza. Skieruję panią do mojego kolegi, jednego z najlepszych trójmiejskich onkologów, w celu wykonania biopsji. I on już zaleci dalsze postępowanie..
Pożegnałam się pospiesznie, wzięłam, co mi wypisał i udałam się pod wskazany adres, celem rejestracji. Wizytę miałam wyznaczoną za trzy dni, bo akurat trafiłam w jakieś okienko. Tylko za trzy dni, ale wiecie jak to jest, gdy się czeka z taką sprawą. Czas ciągnie się w nieskończoność, a wszystko, co się zdarzy pomiędzy i tak jest z życia wyjęte....
No i w końcu doczekałam się. Weszłam do gabinetu na miękkich nogach i posłusznie zdjęłam górę, aby mieć to jak najszybciej za sobą.
Specjalista przemówił:

-Myślała pani kiedyś o silikonach?
-Kurwa- pomyślałam-pomyliłam gabinet, tu kręcą najnowsze odcinki "mamy cię", a na głos wyrwało mi się tylko- słuuuuucham???!!!
-Pytam, czy myślała pani kiedyś o silikonach? Ma pani raczej mały biust, a mogłaby pani mieć taki, jaki się pani zamarzy. Ja mam kolegę, który świetnie robi takie zabiegi. Piersi wyglądają jak naturalne, nie poznałaby pani. Przyjmuje we Wrzeszczu, dam pani do niego numer. Dodatkowo, jak pani powie, że jest ode mnie, to jeszcze pani zniżkę dostanie. I będzie pani wyglądała jak prawdziwa seksbomba...-przy czym powiedział to wszystko z taką precyzją i zaangażowaniem, jak pani z reklamy o ciasteczkach na śniadanie, o tych ciasteczkach właśnie, no wiecie których...
Nie powiem, szoknęło mnie i to nawet nie lekko
-Panie doktorze, ale ja wcale nie chcę wyglądać jak seksbomba. Ja chcę po prostu żyć, nawet z małym biustem. Dlatego u pana jestem..- zaczęłam tak nieśmiało wykładać moje skromne oczekiwania
Na co doktor wyraźnie się ożywił:
- O mój Boże, pani ma depresję!!! Na szczęście ja mam taką koleżankę, internistkę, przyjmuje prywatnie. Zapiszę pani jej numer, proszę się z nią umówić, a ona wypisze pani jakieś leki. Tylko broń Boże niech pani nie idzie do psychiatry!!! Psychiatrzy ćpają człowieka tak, że później nie może normalnie funkcjonować. A moja koleżanka to fachowiec, zna się na tym i dobierze pani odpowiednie środki i....
Postanowiłam mu przerwać i bardziej bezpośrednio naprowadzić na właściwy tor i cel mojej wizyty...choć nie będę się wypierała, że poprawiłam również włosy, bo po tym, co przed chwilą usłyszałam, byłam już pewna, że jestem w jakiejś ukrytej kamerze..
-Panie doktorze, miło ,że się pan tak o mnie martwi. I że wziął sobie pan za ambicję poprawienie jakości mojego marnego życia z małym biustem. Oraz ,że jest pan tak świetnym fachowcem, że już w 5 minucie pobytu w pańskim gabinecie zdiagnozował pan u mnie depresję, ale nie skorzystam...nawet jeśli odeśle mnie pan do dentysty, który całkiem przypadkiem jest pana kolegą, przyjmuje prywatnie, ma akurat promocję i do każdej wizyty dorzuca toster gratis. Co z moim guzem?!

No dobrze, gdybym wiedziała, że onkolodzy są tacy obrażalscy, podeszłabym do sprawy łagodniej. Ale nie wiedziałam, więc pan doktor zdążył się obrazić, a że był dojrzałym mężczyzną, postanowił to również zamanifestować, robiąc minę pod tytułem "foch i chuj" oraz krzyżując ręce na piersi.
Jak świat światem wiadomo, że w kłótniach to jest tak, że jak się jedna strona sfochuje, to się tego zdecydowanie wypiera, pytając "ale o co ci chodzi?", chcąc przerzucić tym samym winę na powód tego stanu, w tym wypadku na mnie.
- Z jakim guzem? Ja tu nie czuję żadnego guza!
(że niby moja wina, sama przecież zaczęłam mu dupę zawracać)

W tym miejscu warto wspomnieć, że to wtedy właśnie wysnułam teorię, że scenariusza do życia nie pisze Bóg/ Opatrzność/ Los, czy w co tam kto wierzy, a Stanisław Lem.

-Jak to pan "nie czuje"? Ja czuję, mój mąż czuje, moja matka czuje, moja przyjaciółka czuje, a radiolog nawet widział!
-Nooooo, jak radiolog widział, to ja nie mówię ,że go nie ma. Bo on tam jest! Proszę się zapisać na biopsję w rejestracji, wypiszę skierowanie. A tak w ogóle, to jest pani bardzo nieprzyjemna. Do widzenia.....
moment!!!!!!
.....te numery do kolegi i koleżanki, zapisałem pani z tyłu książeczki zdrowia. Teraz: do widzenia!
- Do widzenia, doktorze Mango Shop.

No nic, sama sobie jestem winna. Powinna mi była dać do myślenia dziewczyna, która przede mną wyszła z jego gabinetu i na pytanie bliskich "i co ci jest?", bezradnie rozłożyła ręce i z lekkim obłędem w oczach wyszeptała "nie wiem".

Zrobiłam tę biopsję, ale zmieniłam lekarza, bo nie opuszczało mnie przeczucie, że doktor Mango Shop ma w zanadrzu jeszcze znajomego patomorfologa, rzecz jasna- z promocją i też będzie chciał mnie do niego wysłać.
Nikt w końcu nie zabroni mu potwierdzić diagnozę poprzez zrobienie sekcji.
Zastanawiałam się jedynie później:
jak on powiadamia swoich pacjentów o rokowaniach?
-Panie doktorze, czy to poważna sprawa?
-Nieeeee, skądże znowu...ale na pana miejscu, oper mydlanych już bym nie zaczynał oglądać.

co mówi przed operacją?
-I co panie doktorze, amputacja obejmie jedną pierś, czy obie?
-Nie mogę powiedzieć, bo niespodziankę szlag trafi!

jak bada?
-No tak, puls w porządku
-Panie doktorze, niech pan sprawdzi na lewej ręce, to proteza...

jak prowadzi pacjentów?
-Panie doktorze, ta terapia działa! Nie muszę już iść, po kolejne diagnozy, do pańskich kolegów!
-I co ja mogę powiedzieć?! no cóż, niestety, zdarza się...

co wpisuje w kartę?
Rozpoznanie: rak trzustki, chyba. Tak konkretnie to: "CH W", albo inaczej- nie do końca zdiagnozowany
Wskazania: ekstrakcja górnej szóstki, u Jasia, co przyjmuje na Bema 5/1.

W każdym razie, ja jestem już spokojna.
Mój nowy lekarz nazywa się Hannibal Lecter i jest ponoć znanym, światowej klasy specjalistą od organów wewnętrznych...
Żartuję.
Lekarzy unikam jak ognia, wszak trzy białe śmierci, to:
sól
kokaina
...i lekarz pierwszego kontaktu
Poza tym nie od dziś wiadomo, że trzeba mieć w tym kraju zdrowie, żeby chorować.


31 komentarzy:

  1. Matko!Zanim zaczynam czytać zamykam dokładnie drzwi (junior śpi po nocce, a siła mojego śmiechu jest ogromna)a kawę odstawiam daleko, żeby znów nie oddawała do naprawy zalanego laptopa!:))
    Nie mogłam się oprzeć i podałam link do Ciebie fantastycznym dziewczynom !A co! Dobrem należy się dzielić;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyleciałam za Miśka:)
      No śmiać mi się chce, ale i strach blady na mnie padł.
      Mam nadzieję, ze wszystko dobrze z Twoim zdrowiem.
      A co do Hannibala, to serdecznie polecam Ci serial "Hannibal" z 2013 roku
      śmiać się nie będziesz, ale za to jaki to specjalista od narządów wewnętrznych;P
      Pozdrawiam serdecznie:)
      Będę wpadać

      Usuń
    2. my jak już to grupowo widzę :PP
      no też się martwię o zdrowie !
      :))

      Usuń
    3. Kurna chata, Miśka, za ten pijar, jak już będę w końcu obrzydliwie bogata, to ja Ci dolę odpalę, kochana:) Dzięki za przyprowadzenie tu fantastycznych dziewczyn, w takim razie:)

      Usuń
    4. Viki i bardzo dobrze żeś przyleciała, to znaczy- cieszy mnie to bardzo. Viki, Rybeńko, dzięki za troskę, ze zdrowiem wszystko ok. Waldek ( tak nazwałam guza, bo jakoś tak każdy Waldek, jakiego w życiu miałam okazję poznać, to straszna świnia była), okazał się tworem zupełnie niezłośliwym. A o "Hannibalu" słyszę same superlatywy, muszę się w końcu spiąć i obejrzeć. Pozdrawiam ciepło

      Usuń
    5. napisz do mnie na vikiblog@vp.pl to wyślę Ci zaproszenie, bo mam zamknięty blog
      będzie mi bardzo miło jeśli zechcesz wpadać:)

      Usuń
    6. Bo Fariatki wszędzie są :) blogowo...
      A wariaci niestety życiowo i medycznie też.

      Usuń
    7. całe życie z wariatami?:)
      Ja tam się nie przejęłam specjalnie. Trafił swój na swego...;)

      Usuń
  2. na początku było ozeszjapierdole ale później oplułam monitor dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kurde, skoro Ty dziękujesz za oplucie monitora, to jeśli jesteś z Trójmiasta, mogę osobiście wpadać Ci ten monitor opluwać, jak chcesz;)))

      Usuń
  3. No dziewczyny,to ja tu czuję sie weteranka;) Już dawno wiem,że tu wchodzi się bez żarcia i picia,bo parskanie i trzepanie łapami gwarantowane;))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żarcie i piecie to ja rozumiem, sama tak robię. Zawsze piszę z lurowatą (przez to karmienie) kawą i czymś słodkim. Parskanie też rozumiem. Przez sen mam tak samo. Ale, nie powiem, to trzepanie łapami mnie zastanowiło. Hesed, Ty to wszystko komuś na migowy tłumaczysz????;))))

      Usuń
    2. to jeszcze nigdy nie wylałaś nic na laptopa???przy ataku śmiechu najłatwiej;)a migowy to by się przydał mnie,ale trafiłaś:)))

      Usuń
    3. Ekskuze mua, biję się w pierś, rwąc szaty- moje nietakty są zazwyczaj niezamierzone, wyjątki stosuję tylko rozmawiając z teściem, ale to wiadomo..;)

      Usuń
  4. ooo, to koleżana porządnie przebadana jednak, jak widzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam, że bez mejkapu to mnie nikt nie rozpozna...proszę, jak się człowiek może przejechaaaać...

      Usuń
  5. Witaj!
    dobre! :)) Prawie jak ten zart od Olgi (u rybenki)

    Zapodaje:
    Pewna kobieta na 50. urodziny postanowiła zafundować sobie operację plastyczną. Wydała 30,000 złotych, odmłodziła twarz, poprawiła wygląd piersi i była zachwycona swoim nowym wyglądem... W drodze do domu wstąpiła do kiosku po gazetę. Zanim wyszła, zapytała ekspedientki:
    - Mam nadzieję, że nie ma pani nic przeciwko, że zapytam, ale jak pani myśli, ile mam lat?
    - Jakieś 32 - odpowiedziała kioskarka.
    - Nie! Mam dokładnie 50! - wyznała szczęśliwa kobieta.
    Postanowiła jeszcze coś przekąsić. Wstąpiła więc do McDonaldsa i zadała kasjerowi dokładnie to samo pytanie.
    - Wydaje mi się, że jakieś 29...
    - Niee, mam 50 lat - odpowiedziała z szerokim uśmiechem.
    Poczuła się o wiele pewniejsza siebie, piękniejsza i z dobrym nastrojem wstąpiła jeszcze do apteki. Podeszła do lady, by kupić kilka drobiazgów... Nie mogła się powstrzymać i zadała aptekarzowi to samo pytanie.
    - Powiedziałbym, że jakieś 30 - odpowiedział.
    - Mam 50, ale bardzo dziękuję! - powiedziała z dumą.
    Podczas gdy czekała na przystanku z zamiarem powrotu do domu, zapytała jeszcze starszego pana, który stał obok.
    - Proszę Pani, mam już 78 lat, mój wzrok już nie ten... Jednak kiedy byłem młody, był taki niezawodny sposób, aby precyzyjnie określić wiek kobiety. Wiem, że to może źle zabrzmieć, ale musiałbym pani włożyć ręce pod stanik. Potem powiem, ile dokładnie ma pani lat - odpowiedział dziadek.
    Czekali chwilę w ciszy na kompletnie pustej ulicy, dopóki jej ciekawość nie zwyciężyła. W końcu nie wytrzymała: "A co mi tam! Dawaj pan!"
    Starszy mężczyzna wsunął jej ręce pod luźną bluzkę i zaczął delikatnie dotykać powolnymi, okrężnymi ruchami - bardzo dokładnie i ostrożnie. Zważył w dłoni każdą z piersi, popodrzucał i lekko uszczypnął sutki. Ścisnął je do siebie i potarł jedną o drugą.
    Po kilku minutach takiego określania wieku kobieta powiedziała:
    - Okej, okej... To ile mam lat?!
    Ostatni raz ścisnął jej biust, wyciągnął ręce i powiedział:
    - Szanowna pani, ma pani dokładnie pięćdziesiątkę!
    Kobietę aż wryło. Zszokowana zapytała:
    - To było niewiarygodne, jak pan to określił?
    - Może Pani obiecać, że się nie zdenerwuje?
    - Obiecuję, że nie będę się gniewać - powiedziała.
    - Stałem za panią w kolejce do McDonaldsa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. odpadłam....nawet komentarze i Ciebie powodują u mnie palpitacje serca
      :-)))
      a tak poważnie...dobrze że pognałas cholerę w...cholerę...!!!

      Usuń
    2. Lola, witaj:) Kawał, Ci powiem, zajebiaszczy:)))))

      Usuń
    3. Gosia, komentarze, to akurat nie moja zasługa. Ja też często palpitacji przez Was dostaję;)))

      Usuń
    4. To dam drugi :
      FOTOGRAF


      Pewne amerykańskie małżeństwo, w którym mężczyzna nie mógł niestety mieć dzieci, postanowiło skorzystać z usług tzw. zastępczego ojca. Po dokonaniu wszelkich niezbędnych ustaleń i formalności małżonek wyszedł na golfa, zostawiając żonę w oczekiwaniu na przybycie "specjalisty". Przypadek sprawił, że w tym samym dniu w miasteczku zjawił się objazdowy fotograf, specjalizujący się w zdjęciach dzieci. Zadzwonił do drzwi w nadziei na zarobek.
      - Dzień dobry, madame, ja jestem...
      - Ależ wiem, oczekiwałam pana - odpowiada kobieta i prowadzi go do środka.
      - Ooo, doprawdy? - zdziwił się fotograf. - Ja, widzi pani, specjalizuję się w dzieciach...
      - Wspaniale, właśnie o to chodziło mężowi i mnie. - mówi kobieta i po chwili pyta spłoniona z emocji: - To gdzie zaczniemy?
      - No cóż - odpowiada fotograf - myślę, że może pani zdać się zupełnie na mnie. Mam duże doświadczenie. Z reguły zaczynam w kąpieli, tak ze dwa - trzy razy, później zwykle ze dwie pozycje na kanapie, w fotelu i z pewnością parę w łóżku. Nieraz doskonałe efekty osiąga się na dywanie w salonie... Naprawdę można się wyluzować...
      "Dywan w salonie..." - Myśli kobieta. - "Nic dziwnego, że mnie i Harry''''emu nic nie wychodziło..."
      - Droga pani, nie mogę gwarantować, że każde będzie udane. - kontynuuje fotograf. - Ale jeżeli wypróbuje się kilkanaście pozycji, jeżeli strzelę z sześciu - siedmiu różnych kątów, wówczas jestem pewien, że będzie pani zadowolona z rezultatu...
      Kobieta z wrażenia zaczęła wachlować się gazetą, a facet nawija dalej:
      - Musi się pani również liczyć z tym, że w tym zawodzie, podczas roboty, człowiek cały czas jest w ruchu. Kręcę się tu i tam, wchodzę i wychodzę nieraz kilkanaście razy w ciągu minuty, ale proszę mi wierzyć, że rezultaty mojej pracy rzadko zawodzą oczekiwania...
      Kobieta usiadła przy otwartym oknie, spocona z wrażenia...
      - Ha! A żeby pani widziała, jak wspaniale wyszły mi pewne bliźniaki!
      Zwłaszcza biorąc pod uwagę trudności, jakie ich matka robiła mi przy współpracy...
      - Taka była trudna? - spytała mdlejącym głosem kobieta.
      Straszliwie... Żeby uczciwie zrobić robotę, musieliśmy pójść do parku. Ale był cyrk! Ludzie tłoczyli się dookoła ze wszystkich stron, żeby zobaczyć mnie w akcji... TRZY GODZINY! Proszę sobie tylko wyobrazić:
      TRZY GODZINY ciężkiej fizycznej pracy! Matka cały czas się darła tak głośno, że z trudem mogłem się skoncentrować. W końcu musiałem się spieszyć, bo zaczynało się robić ciemno. Ale naprawdę się wkurzyłem, kiedy wiewiórki zaczęły mi obgryzać sprzęt...
      - Sprzęt... - głos kobiety był ledwo słyszalny. - Chce pan powiedzieć, że wiewiórki naprawdę obgryzły panu... khem.. sprzęt..?
      - Hehehe, a skądże, połamałyby sobie zęby, twardy jest jak hartowana stal...
      No cóż, jestem gotów, rozstawię tylko statyw i możemy się zabierać do roboty.
      - STATYW ?
      - No a jakże, muszę na czymś oprzeć tę armatę, za ciężka jest, żeby ją stale nosić... Proszę pani! Proszę pani! Jasna cholera, ZEMDLAŁA

      Usuń
    5. dobre, dobre! Masz coś tam jeszcze?

      Usuń
  6. ta, to sprawka Lema...
    Ale wiesz, że w nie go też nie wszyscy wierzą...?
    :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście miało być "w niego" :)

      Usuń
    2. W Lema??????
      Pitolisz?!
      Nie może być...:)

      Usuń
  7. (nie)Typowa, niestety widzę, że Ty też spaczona jesteś przez Leśną Górę i Housa. Kobieto! Czasy doktora Wilczura dawno minęły, chociaż?! Dla naszego pokolenia to chyba nigdy się nie zaczęły :)
    Wiem, wiem, doktorek poleciał w kulki, no ale oni też przecież muszą z czegoś żyć. On poleci kogoś, jego ktoś inny i tak się kręci zawodowe życie tych, którzy podobno słabo zarabiają :)

    A teraz dla odmiany mój przypadek.
    Zaczynam 9miesiąc pierwszej ciąży (znaczy się obsrana jestem of kors), termin porodu mam na 1września, wizyta u gina koniec sierpnia, a ten ch... mi mówi, że on wyjeżdża na urlop. No ok, myślę sobie, 2tygodnie szybko zlecą, a wizyty właśnie miałam co 2tygodnie już na koniec. A ten mi wypala, że nie, on jedzie na wakacje na miesiąc. Najpierw szok, dobrze, że już wtedy rodzić nie zaczęłam, bo panika straszna- no kurwa jak to?! Teraz, kiedy może być mi najbardziej potrzebny?! Ale jeden z nielicznych razów, kiedy się ogarnęłam i zareagowałam jak należy, czyli powiedziałam, żeby mi polecił jakiegoś lekarza, bo ja ni chuchu, bez opieki na ten ostatni miesiąc nie zostanę. A co doktorek na to?! Że nie ma takiej potrzeby i NA PEWNO nic się nie wydarzy. Kurwa! Prorok, jasnowidz, wróżka w jednym!
    Nie posłuchałam, znalazłam innego lekarza i tak się dowiedziałam, że muszę mieć cc, czego mi już pierwszy doktorek nie powiedział, a podobno musiał wiedzieć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marta, a bo Ty taka roszczeniowa jesteś- żeś się uparła, że akurat w 9 miesiącu musisz urodzić. Jakbyś nie mogła, jak słonice, trochę dłużej wytrzymać....i to jeszcze sobie ustaliłaś termin porodu przypadający na doktorowy urlop..nie za wiele moja panno?!;)

      Usuń
    2. Ty się nie śmiej Kochana, bo Eliza to się jednak ze swoim pierwszym doktorkiem chciała jednak urodzić, i tydzień po terminie nadal nie zamierzała wychodzić, chyba liczyła, że się opamiętam i wrócimy na stare śmieci. No ale, ale... pora już była na Nią i Ją wyciągnęli :)
      A doktorek to w ogóle kosmos, Eliza do ruszania to był leń i kiedyś się Go spytałam jak to z tymi ruchami jest, kiedy mam liczyć, kiedy panikować, kiedy od razu umrzeć ze strachu... A ten ze stoickim spokojem i zupełnie serio- "Nie wiem p.Marto, nigdy nie byłem w ciąży" KURWA! Naprawdę?!

      Usuń
  8. Dzięki!!! no i znowu nie mogę iść spać..........bo oczywiście rozbudziłaś całe towarzystwo:-))) mnie, chłopa i naszą suczjulkę:-))) na szczęście oplułam tylko monitor

    pozdrawiam
    ma

    Pozdrawiam
    ma

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. co Wy macie z tym pluciem na monitor, dziewczyny?! Jedna pisze, że jest wdzięczna po opluciu, druga- że to "na szczęście"....Nooo skoro tak, to też se opluję i w końcu totka wyślę. Jak wygram- możecie zacząć pluć masowo, bo znaczy, że działa...

      Usuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...