czwartek, 2 stycznia 2014

czy powinnam się martwić?

Od dość długiego czasu chujowo sypiam. A Stifler wcale mi w tym nie pomaga i nie chce współpracować. Minionej nocy budził się co dwie godziny. Jakoś mi to nie przeszkadzało akurat specjalnie, bo do 4 siedziałam w necie i teraz wiem już (Marto) kto to jest Kominek i że kilka dni temu Eminemowi stuknęła czterdziestka.
Jak już śpię, to zazwyczaj nic mi się nie śni. A jak się już coś mi śni, to same bzdury. Treściwe sny z  Vinem Dieselem w roli głównej miewam naprawdę rzadko. Tak, wiem ,że szkoda. Nic na to nie poradzę. Jak bym się nie starała i o nim nie myślała, gdy już leżę w łóżku, to chwilę później odlatuję i we śnie widzę jak stara baba wciska mi gruszki krzycząc :" chcesz czy nie chcesz, bo tu nie można strusiem za długo parkować"....

A raz na jakiś czas śni mi się prawdziwy koszmar. Zawsze z udziałem dzieci, bądź dziecka. Nie to, że syn goni mnie z siekierą, czy coś....taki sen miałam tylko raz i to w pierwszej ciąży, tuż przed rozwiązaniem. To był pewnie zwiastun nadchodzącego porodu właśnie. Zresztą zważywszy na jego przebieg, nawet by się pewne rzeczy zgadzały.
Ten sen z nerwowym dzieckiem, śnił mi się z kolei tuż po jednym z najbardziej przerażających w moim życiu, w którym goniła mnie Hello Kitty....wtedy to zrozumiałam, że nadaję się na matkę wyłącznie chłopców , bo  obawiam się ,że obecność w domu Kitty wpędziłaby mnie w jakiś syndrom Macierewicza, czy coś...
Ostatni zły sen śnił mi się kilka nocy temu.
Wyglądało to mniej więcej tak: spałam sobie, spałam, przyśniło mi się coś, co wykrzyczałam chwilę później i już na jawie, całkiem niespodziewanie, zrobiłam taki imponujący wyskok na równe nogi. Taki, jak robią na filmach karatecy i dokładnie taki, o jaki nie podejrzewałabym się nigdy w życiu, że umiem.
No więc zaczęłam krzyczeć: "Zgniotłeś Stiflera, zgniotłeś Stiflera!!!", po czym zaczęłam gorączkowo przeszukiwać pościel.
Maciek ten sam wyskok wykonał o połowę mniej zręcznie i od razu chwycił się za plecy. Dyskopatia. Nie powinien tak szaleć. Następnie zaczął krzyczeć równie głośno: "Gdzie? Gdzie? Gdzie?".
No kretyn normalnie. Nawet w takiej sytuacji musi mnie wkurwić.
Na łóżku żeśmy leżeli, to gdzie mógł go zgnieść do chooja wafla?!
W Gąsewie na dożynkach?!
" W pościeli"- huknęłam, choć dla mnie to było oczywiste i zaczęłam ostrożnie, ale bardzo szybko wyrzucać rzeczoną pościel poza łóżko.
Wykonaliśmy coś w rodzaju pogo, potem coś w stylu krótkiego i masowego ataku epilepsji połączonego z rozrzucaniem poduszek i wywaleniem kołdry z powłoki, po czym oszołomiony Maciek z przerażeniem i skruchą w oczach odsunął mnie i od razu chwycił za prześcieradło strząchając na środek pokoju wszystko, co na nim było.
I tuż po tym jak skoczyłam z wyra w rozrzucone na podłodze bety, jak niegdyś Iggy Pop ze sceny, zapewne z równym wdziękiem i podobnym wyrazem twarzy, zobaczyłam kątem oka wyprostowanego Maćka z obrażoną miną. Zaczekał aż łaskawie wyląduję. Głową w komodę. Od razu widać było, że mi nie współczuł, bo żadnych "kochanie, nic ci nie jest? nie boli? nie rozcięłaś sobie?", tylko oschłe: "ty ścielisz, twoja schiza, Stifler śpi w swoim łóżeczku"

Jeśli jest na sali psychiatra, niech spuści na to kurtynę milczenia....proszę.....reszta niech pamięta, że każdy jest psychiczny, nie każdy zdiagnozowany..

Taki mój mąż, na ten przykład....niemal codziennie gada przez sen. Wiem, dużo ludzi gada, ale z nim można cały dialog prowadzić i to jest dopiero coś.
Jak każdy pedagog jest taksówkarzem, więc najczęściej wygląda to tak, że leżę sobie w łóżku, oglądam film, czytam książkę i naglę słyszę:
-kurs na Kościuszki? 20 zł
na co się uaktywniam:
-a nie można taniej?
no i on:
-nie, nie można
bo to dusigrosz, tak generalnie

Czasem rozkręcam akcję
-cholera, wylałam panu piwo na kanapę.
on też się wtedy rozkręca
-gdzie z otwartym piwem do taksówki?! No niepoważna pani jest! Teraz będę musiał doliczyć pranie tapicerki!

Dzieci w takich przypadkach zazwyczaj próbują korzystać z chwili:
-Tatoooooo, kupisz nam quady?
ale Maciek nawet przez sen jest czujny
-Nie!

I tak sobie z nim gadamy, aż się nam znudzi. Jednak którejś nocy przeszedł samego siebie...
Najpierw wstał z na wpół zamkniętymi oczami, postał z pięć minut w pokoju patrząc przed siebie....czyli na ścianę dokładnie rzecz ujmując.
Lunatykuje?
Budzić? Nie budzić?
Z jednej strony nie chciałam budzić, bo siedziałam wtedy w ciąży w domu i jak to bywa w takim stanie, raczej mało miałam rozrywki, więc...ale niech mu będzie. Obudzę- myślę sobie, no bo co się może stać?
-Maciek! Maaaaaciek, obudź się!
-Nie śpię, wstałem siku. Co ty jakaś nienormalna jesteś, nie widzisz?!
No kurwa widzę, ale jak mnie przypyli za potrzebą nie odmawiam najpierw zdrowaśki do ściany. Dobra, nic to, w końcu wylazł z sypialni.
Coś długo nie wraca....
Tknięta złym przeczuciem, postanowiłam udać się na przeszpiegi.
Zastałam go faktycznie w łazience, tyle że przy otwartych drzwiach i zgaszonym świetle.
Włączyłam światło i zamarłam....Maciek stał na środku, oczy miał zamknięte. I wszystko byłoby jeszcze w miarę w porządku, gdyby otwarta była klapa od kibla....ale nie była.
I to właśnie wtedy mój mąż nasikał do kosza na pranie .
Po raz drugi.

I jeśli jest na sali psychiatra, w tym wypadku- chętnie wysłucham.....





17 komentarzy:

  1. Eeeee....spoko. Mój teść nasikał raz do szafy. Z czystą bielizną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie musi chodzić o bieliznę...czystą, czy tam brudną, ale o bieliznę. To widać ona wyzwala w tych chłopach moczową agresję;)

      Usuń
  2. Hehe... No widzisz, teraz już wiem, dlaczego ja nigdy nie jestem na bieżąco- jak się chodzi spać o 1-szej, to trzeba wybierać, albo Pudelek, albo blogosfera. A ja od kilku dni trzepie wszystkie możliwe serwisy, żeby dowiedzieć się jak Kasia Cichopek nazwała córkę.
    Co do tego, że każdy jest psychiczny- skopiuje i prześlę mężowi. W każdej naszej kłótni, pada z Jego ust sakramentalne: "Jesteś nienormalna". Na co ja zagotowana niczym woda w czajniku, wyrzucam na jednym wdechu: "Tak, to podaj definicję normalności".
    Akcję z dzieckiem w łóżku rodziców też przerabialiśmy, tyle, że mi się nic nie śniło... Byłam po prostu przekonana, że wzięliśmy Lilę do łóżka, a rano Jej nie było, no to Jej szukaliśmy... Spała dokładnie tam, gdzie Wasz synu :)
    Nikt nie jest normalny :)
    Ps. No i co sądzisz o Kominku?
    Nie wiem czy tak pechowo trafiłam, ale weszłam na jakiś Jego post, w którym pisał, że cały weekend grał w jakieś tam gry... No i pożałowałam chłopa, bo chyba już tak nie bzyka, jak pisała Strzyga... Wypalił się facet :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam faceta osobiście, nie wiem ile Kominka w Kominku. Ile w tym blogu faktycznie jest Jego, a ile taktyki marketingowej. Słusznej z pewnego punktu widzenia, bo cel swój osiągnął, jak widać, choć rwę szaty, bo do mnie nie trafił. Nie odmawiam słuszności jego radom, na których nie mogłam się skupić, bo pomijając, że nie miałam takiej potrzeby, głównie forma wypowiedzi jakoś mi nie leżała. Może dlatego, że w poście, który akurat czytałam nazwał czytelników pieszczotliwie brudasami:) A ja wolę "skarbeńki", tak po prostu... Rady Kominka zapewne są cenne dla kogoś, kto aspiruje do tytułu Najbardziej Wyczesanego Bloga Ever, a ja przecież chcę tylko silikonowe cycki i botoks od sponsorów (Ty wiesz których:)), toteż mogę sobie (chyba) pozwolić, aby powiedzieć, że Jego (wydaje mi się) wymuszona arogancja mnie nie porywa. To pilnowanie, aby broń cię Boziu nikt nie zostawił swojego adresu w komentarzach- śmieszy. A z kolei nawijanie o tym, że ma opinię wszystkich w dupie jest za częste, abym mogła Mu uwierzyć;) Nie wspominając, że z mojego doświadczenia też wynika, że posiadanie kompleksów i brak faktycznej wiary w siebie jest wprost proporcjonalny do powtarzania na głos całemu światu, jakim to się jest zajebistym ludziem. Oczywiście istnieje też taka forma autoironii, ale jakoś wątpię żeby to było to...albo nie chwytam,bo co ja się tam znam.... prosta baba jestem. Reasumując- dopóki nie stanie ze mną w szranki o ostatnią parę cycków- niech se pisze;))))) Jak stanie -nie ręczę za siebie;)))
      P.S. bardziej od samego bożyszcza porwał mnie "kominkowy kult", ciekawe zjawisko...
      P.S. 2 Marta, dlaczego oprócz nicka komentującej osoby nie widać jej zdjęcia, na tamtym blogu?? To też taka forma ochrony przed konkurencją?

      Usuń
    2. W naszym wypadku zdecydowanie :) W innych? Czy ja wiem? Może są estetami?!

      Usuń
    3. Hanna. Nazwała ją Hanna. Mama mi powiedziała ;-)
      Brytusia

      Usuń
  3. Raz mialam jazde z taka panika. Snilo mi sie, ze w lozeczku mojego dziecka spi rowniez kot. A ja jak wiadomo panicznie boje sie kotow. Do konca zycia nie zapomne jak cala spocona ze strachu ledwie sie doczolgalam do lozeczka, zeby sprawdzic czy to tylko sen.
    I tak mialas szczescie, ze sie Mackowi lazienka z kuchnia nie pomylily, mogl nasikac do lodowki:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bylibyśmy kwita w sumie, bo jak mnie wkurzy pluję mu do kawy;)))

      Usuń
  4. generalnie mam bardzo rozbudowaną fantazję więc jak czytałam ten post to kulałam się ze śmiechu ...ale ja dziś tak trzepałam pościelą bo Ramz nasz kot nam na nią nasikał nie że specjalnie po prostu lać mu się chciało a jego kuweta w łazience którą ktoś dowcipny zamknął
    co do Kominka to byłam tam parę razy i doprawdy nie wiem czy się ludzie zachwycają a może ja jestem zbyt głupia by go zrozumieć ?
    a jeszcze wracając do sikania to mój chłop sikał pod biurko a na mój krzyk "co robisz" odwrócił się i spokojnie odrzekł "siuram "

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uff, ulga. Bo ja już powoli też się zastanawiałam, czy może za głupia jestem na fenomen Kominka...
      A co do facetów. No mój może jeszcze nie sika, tam gdzie nie powinien, ale uwierzcie mi- stoicki spokój to Jego drugie imię i pewnie gdyby już mu się zdarzyło- też pewnie bez mrugnięcia okiem, czy też siurkiem odpowiedziałby, że siura/sika/leje/szcza...

      Usuń
    2. To ja sie przyznam, ze u Kominka bylam tylko raz i to dobre pare lat temu, jakos nie zapalalam checia powrotu:))

      Usuń
    3. Zmorka, kiedyś został u mnie na kilka nocy mały bratanek. Łazienka była zajęta, więc dzieciak nasikał do kuwety. W sumie, niby dobrze pokojarzył od czego ona jest...w każdym razie oba koty, chyba w akcie zemsty sikały mu każdej nocy na łóżko. A jak w końcu zamknęliśmy drzwi do pokoju- nalały mu na buty. I to akurat było niesprawiedliwe, bo on kotom na kapcie przecież nie sikał...;))

      Usuń
    4. A wracając do Kominka, to ja sobie żyłam w błogiej nieświadomości ,że on pisze non stop rady dla blogerów (na takie posty trafiłam), okraszane od czasu do czasu postami o tym, jak bzyka, o których pisała Marta.
      Jak już Wam mówiłam, zafascynował mnie kult Kominka, więc sobie czytałam wczoraj dalej, pragnąc choć w 1/100000 go zrozumieć. A później Wam powiedzieć, "że się nie znacie, bo....."
      I trafiłam na notkę o Kominku w supermarkecie. Zagadywanym przez brzydkie hostessy. Napastowanym przez ochroniarza, któremu przecież "za myślenie nie płacą", a który upierdliwie wołał za Nim, by wziął koszyk. A Jemu koszyk był niepotrzebny, bo tylko po kilka zakupów przyszedł. Pech chciał, że wszystkie "muły" akurat były w tym samym markecie. No i była tam też starsza pani, którą zrugał, za położenie tabliczki, oddzielającej zakupy, "następny klient", bo Kominek takich tabliczek nie cierpi.
      I wtedy zrozumiałam, dlaczego ten blog mi nie odpowiada i dlaczego trendy nigdy nie będę oraz przede wszystkim to, dlaczego mi nie żal:)

      Usuń
    5. Kochana, hola, hola, ja się cały czas próbuje dokopać do tych postów o Jego bzykającej przeszłości (bo jakoś tak mam przeczucie, że to zamierzchła, o ile w ogóle prawdziwa, przeszłość), to Strzyga puściła tą famę i zburzyła tym samym mój blogerski święty spokój...
      Jezusie, naprawdę tak się umordował w tym markecie? A co On tam robił? Byłam przekonana, że takie gwiazdy jak On, to już tylko zakupy przez internet w Almie uskuteczniają...
      A to w sumie pierdolę tą blogerską sławę, jak mam się dalej wkurwiać w marketach, to szkoda czasu...

      Usuń
  5. Musi chodzić o bieliznę? Trzymać bieliznę w sejfie - nikt tam nie nasika! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest myśl! Przynajmniej w końcu pierwszy raz w życiu będę miała co do tego sejfu włożyć;)

      Usuń
  6. Ja pamiętam z dzieciństwa, że prosiłam "bozię" aby mi się "dziś" nic nie śniło...
    Ja śnię codziennie. nie zawsze pamiętam. Wczoraj np. sniło mi się, że próbowałam opylić pierścionek który dostałam od dziadka . proponowali mi za niego 1.2
    czyli MILION DWIEŚCIE...!!! jakby co odz dziś gram w totoloto, hehe
    Albo to przez krzywą przegrodę nosową i z powodu niedotlenienia tak snię, albo za mało wyżywam się w ciągu dnia i musze jeszcze w nocy..poużywać...

    OdpowiedzUsuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...