sobota, 21 grudnia 2013

zdarza się

Wczoraj jedną ręką lepiłam pierogi, drugą karmiłam Stiflera, lewą nogą prasowałam mu pościel , prawą wrzucałam pranie do pralki. W końcu nie wytrzymałam napięcia, bo mi ciężko było równowagę utrzymać, zawołałam dwóch pozostałych chłopców i mówię im, że miło by było gdyby mi pomogli i nakarmili Stiflera do końca.
Zupką dla jasności.
Nie piersią.
A że zapobiegliwa ze mnie matka, pod śliniaczek założyłam większy śliniaczek, pod to pieluchę (tetrową, nie jednorazową) i wróciłam do reszty przerwanych czynności. Tymczasem me dzieci nakarmiły Stiflera tak ,że zupkę miał nawet we włosach. Właściwie w tym swoim pierzu, bo te trzy miękkie kłaki na krzyż, to jednak trudno póki co włosami nazwać.
I to pod moim okiem go tak nakarmili. W sumie dziwne mi się wydało, że nie zdążyłam dokończyć prasowania powłoczki, gdy on już zjadł. Instynkt samozachowawczy mnie zawiódł. Stało się.
No trudno.
Podziękowałam starszym synom grzecznie, przebrałam Stiflera po raz 1587 w tym dniu, bo oczywiście zupkę miał nie tylko na głowie, ale jak każde szanujące się niemowlę również na stopach, brzuchu, oraz kończynach górnych. Gdy go podniosłam okazało się, że na plecach też. Wrzuciłam śpiochy do pralki i po raz kolejny wróciłam tym razem do pierogów. Po godzinie i piętnastu minutach stwierdziłam krótko, że nie wiedzieć czemu, ale plamy się nie sprały, ale że model już dość mocno styrany , machnęłam tylko ręką w głowie i rozwiesiłam je na lince do wyschnięcia, planując zrobienie z nich finalnie szmatki do kurzy. O sprawie zapomniałabym całkiem, gdyby nie wieczorny krzyk Szarego, spod prysznica.
-A mnie się udało doprać te śpiochy. Tarłem, tarłem i powoli plama schodziła.
Poczułam jak brew wędruje mi do góry. Spojrzałam na śpiochy, które wisiały sobie na lince, na kabinę prysznicową, w której walczył Szary, znowu na śpiochy i ...olśniło mnie.
Prawda, zapomniałam zupełnie, że rano tam też Stifler zostawił odzienie, zaraz po tym ,jak je pobrudził. Opłukałam tamte śpiochy tylko, bo przecież później miałam wstawić pralkę i oczywiście na koniec o nich zapomniałam. Aż do teraz.
- Szary, mam dobrą i złą wiadomość. Dobra jest taka, że jestem z Ciebie dumna. Świetnie pierzesz i w ogóle fajnie, że Ci się chciało tym zająć. Zła jest taka, że to nie była zupka. Rano Stiflerowi przepuścił pampers...

Czasem tak bywa, pozory mylą.  



7 komentarzy:

  1. mina Szarego pewnie bezcenna ;-)

    haha pierwsza !!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc nie wiem jaką miał minę. Nie widziałam go później z dobre 20 minut. Szorował się pod tym prysznicem:)

      Usuń
  2. A ja się zastanawiam, czy dobrze zrobiłaś mówiąc mu co spierał :) Teraz przezornie do prania nie zabierze się już wcale, choćby to była jedynie czekolada :)

    Swoją drogą to masz Kochana z Synów pożytek, bo moja Eliza jak tylko wchodzę z zupką dla Małej do jadalni, to ostentacyjnie wychodzi, twierdząc, że Ona nie może na to patrzeć, a jak Ją proszę o wyniesienie brudnych śpiochów to najpierw się nagada: "Naprawdę muszę? "Czemu ja" a potem idzie po rękawiczkę...

    OdpowiedzUsuń
  3. Tiaa, rodzeństwo się przydaje..Mój zawsze jak proszę o wyrzucenie pieluchy,
    zawsze, pyta, siku czy kupa?
    a co do karmienia..jak mam lepszy dzień pozwalam młodej samej jeść..mniej marudzi..zje ile jej nie spadnie na podłogę...dlatego Ja kupuje ciuchy w pepco ( i czekam jeszcze na przecenę), bo szkoda mi wydawać kase na coś co za 5 minut po założeniu jest już upaćkane..
    (vide : http://szafaskrajnej.blogspot.com/2013/09/dzieki-bogu-za-pepco-i-cos-o.html )
    i staram się nie denerwować jedzeniem, które Ja znajduje np. w pampersach !?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to ja mam miks sytuacji Marty i Gosi, bo u mnie też pada nieśmiertelne pytanie o zawartość pampersa, a później, w zasadzie niezależnie od odpowiedzi w ruch idzie rękawiczka.

      Usuń
  4. Tak czy owak docenić Szarego należało!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. toż powiedziałam, że jestem z niego dumna. Doceniłam znaczy się;)))

      Usuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...