środa, 4 grudnia 2013

to ptak?! to samolot?! to...kot?!

Moje dwa koty dużo zmieniły w moim życiu. Choćby przewartościowały moje pojęcie higieny...
Jeden z moich kotów kiedyś notorycznie układał się w zlewie. Zawsze, jak go tam zastawałam, wywalałam go na zbity pysk, po czym szorowałam zlew, aż błyszczał się jak psu jaja, bo nie do pomyślenia było dla mnie wkładać do mycia jedzenie, czy też gary gdzieś, gdzie kot miał przed chwilą dupę. Pewnego dnia, ostro już wkurwiona kolejnym szorowaniem, postanowiłam wytresować sierściucha. A ponieważ w moim rodzinnym domu były tylko psy, nie licząc dwóch chomików i owsików, które ku przerażeniu matki, przyniosłam kiedyś z przedszkola, niewiele miałam pojęcia o tresurze tych stworzeń. Zadzwoniłam więc do koleżanki "kociary", która krótko, acz rzeczowo stwierdziła: "kota się wytresować nie da, good luck". Oczywiście ja mam w sobie dużo z dziecka i nadal "nie da się" zawsze działa na mnie tak samo, mianowicie "co się nie da?! jak się nie da?! ja nie dam rady?! ja?! no to ci pokażę!". No i pokazałam- przez kolejne dwa dni, wchodząc do kuchni, ryczałam na kota widząc go w zlewie, jak jeleń w okresie godowym, po czym na trzeci dzień już nawet nie musiałam ryczeć, bo kot widząc mnie wchodzącą do kuchni, uznał widocznie, że jestem nieźle pierdolnięta i na wszelki wypadek zwiewał jak by mu się dupa paliła i to w dodatku na speedzie. Czwartego dnia- kota w zlewie niet. Odczekałam zajarana jak bączek do dnia piątego i dumna jak paw zadzwoniłam do koleżanki, kończąc słowami "mów do mnie mistrzuniu".
Od tego czasu wszystko w moim życiu stało się możliwe, wszak wytresowałam kota, którego już nigdy nie widziałam w zlewie....aż do pewnej nocy. Nie mogłam spać, w przeciwieństwie do całego domu i po cichu postanowiłam pójść do kuchni po coś do picia. Wchodzę, a tam nie dość, że skurwiel moczy dupę w moim zlewie, to jeszcze liże gąbeczkę do naczyń. Zrobiło mi się ciemno przed oczami. Niemal widziałam tunel i powstrzymywałam się, aby nie iść w stronę światła. Przed oczami śmignęły mi wszystkie te chwile, gdzie z zaangażowaniem pucowałam swój kochany kubek do kawy tą pieprzoną gąbeczką, nie mówiąc o reszcie naczyń, które do zmywarki się nie nadawały...no cóż, od tego czasu jestem żywym przykładem na to, że nieco bakterii odzwierzęcych nikomu nie zaszkodzi. Gąbki jednak chowam po użyciu w szafce, niech se koci palant nie myśli, że ze mną wygrał.

Koty mają też nieocenione właściwości nadprzyrodzone, o czym również miałam okazję się przekonać, gdy pewnego dnia mój mąż zaczął chyba współczuć glonojadom, bo postanowił im pomóc i wyczyścić nasze wówczas 160-litrowe akwarium. W tym celu otworzył nieopatrznie pokrywę, nie sprawdzając uprzednio, co robią oba koty. No i to był błąd, bo akurat jeden z nich czuwał i wyglądał, jak by czekał na tą okazję całe swoje półroczne życie. W ułamku sekundy odbił się od ziemi i sruuuuuuuu....choć w locie, zdaje się, że mu się przypomniało, iż rybki to jednak w wodzie pływają. I ta wizja chyba nie bardzo przypadła mu do gustu, bo o ile kot może mieć jakąś minę, to ten miał taką, jak by się rozmyślił. Nie chcę obrażać Waszych uczuć religijnych, ale autentycznie mogłam się w tamtej chwili przekonać, że nie tylko Jezus chodził po wodzie. Gdy kot przemierzył długość akwarium, nadal z dziwnym wyrazem pyska, ruszył sprintem po ścianach, niczym Spider Man tym razem. Jako, że nowy image moich ścian jakoś mnie nie przekonał, postanowiłam kota złapać w trybie natychmiastowym. Dorwałam gnoja pod łóżkiem. Spojrzałam na kota, na ściany, później na moją świeżo wypucowaną podłogę, po czym znowu na kota. I wtedy wpadł mi do głowy, wydawałoby się z początku, całkiem realny pomysł- wysuszę kota suszarką. Nastawię chłodniejszy podmuch o słabej mocy i powinniśmy oboje jakoś to przeżyć. I to był kolejny błąd. Choć patrząc na to z innej strony, inaczej nigdy nie przekonałabym się, że mój kot potrafi również latać. Przynajmniej po łazience. Od tamtej pory czekam z niecierpliwością na zdemaskowanie drugiej bestii. Może ma chociaż laser w oczach, czy cuś...

Inne zdolności bojowe tych zwierząt, to na przykład umiejętność obkłaczenia właściciela wprost proporcjonalnie do rangi wyjścia z domu. Chcesz wyjść do sklepu- wersja soft- powiedzmy wyliniały szympans. Idziesz do roboty i to od razu najlepiej na spotkanie z szefem i chcesz, naprawdę raz w życiu nie wyglądać na taką, co to szlaja się po domu w dziurawych legginsach, bo twoje koty, niczym Trinny i Susannah, mają własny pomysł na twoją stylizację- ni choooja. Będziesz pluła kłakami nawet trzy dni potem i to przez sen. A jeśli już w temacie stylizacji jesteśmy- spróbujcie kotu obciąć kiedyś pazury, to gwarantuję, że codziennie będziecie mogli obchodzić święto. A tak dokładnie to halloween...przed lustrem.

Kończę, bo piszę publikację naukową na temat wybudzania kotów ze śpiączki. Wyobraźcie sobie, że żaden z tych wszystkich naukowców nie wpadł, żeby zaszeleścić im saszetką żarcia...

źródło obrazka: tu

13 komentarzy:

  1. Któregoś dnia, napuść do zlewu trochę wody, +/- pół centymetra, i wyjdź z kuchni.
    Gagatek powinien dość szybko zorientować się, że to nie jest już bezpieczna przystań, i będzie omijał to miejsce szerokim łukiem. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alyta, już próbowałam. Kładzie się na blacie, tuż przy zlewie, z którego sobie od czasu do czasu pije, jak mu się zachce. Minus tego pomysłu jest też taki, że zamiast jednego, to dwa koty okupują mi wtedy kuchnię, bo ten drugi z kolei ma chyba jakiś problem z tożsamością. Jemu się wydaje, że jest psem. Aportuje piłkę, kocha wodę, toteż w zlewie sobie brodzi.....z owsikami było znacznie mniej problemów. Miałam je w dupie i tyle;))

      Usuń
    2. po prostu - siedzę i kwiczę!:)))

      Usuń
  2. Prosze sie wiec nie dziwic, ze w moim zyciu nigdy nie bylo i nie bedzie kota!!
    W moim zyciu jest tylko jeden piedestal i ja go zajmuje:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jesteś pewna? bo wiesz, kot może jednak Ci się kiedyś przydać, choćby tak półdupkiem na niego przycupnąć, czy coś...http://kabaret.tworzymyhistorie.pl/10157_kabaret_jurki_wojna_o_kota_(kkd).php

      Usuń
  3. Podobno to koty mają właścicieli, nie odwrotnie :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. psy mają włascicieli a koty służbę :-)
    fajny blog !!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Odpowiedzi
    1. nie krój cebuli jak mnie czytasz, skup się!;)))

      Usuń
  6. Tak jak nie znoszę kotów, tak cieszę się, że Ty je lubisz (tolerujesz?) i masz w domu. Bez nich nie byłoby tego posta. Mali autorzy moich wielkich łez wzruszenia, śmiechu, głupawki. Jesteś lepsza niż trawa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o Matko z Córką, to też sobie muszę do cv wpisać, nawet jeśli to nieprawda i to tylko dlatego, że masz słabego dilera;) Wyślę Ci jakieś nowe namiary, jak coś..;)

      Usuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...