wtorek, 17 grudnia 2013

rodzinny talent muzyczny

Któregoś wieczoru, kładłam spać moich (wówczas jeszcze dwóch) synków. Dzieci leżały w łóżkach, a ja siedziałam wygodnie w fotelu i cichutko nuciłam kołysankę "o rycerzu z grzywką w bok, co go trochę pogryzł smok, przez co rycerz przeżył szok". Minuty mijały, a ja nie przestawałam śpiewać. Melodia wypełniała cały pokój, śpiewana z głębi serca miała odzwierciedlać wszystkie najpiękniejsze uczucia, jakie żywi się do własnych pociech, będąc szczęśliwą matką.
W pewnej chwili zamknęłam oczy i dałam się całkowicie ponieść emocjom. Śpiewałam niczym hybryda Marii Callas z Madonną. Miód dla uszu, balsam dla serca....
Nagle, tknięta jakimś dziwnym przeczuciem, otworzyłam powieki. I zobaczyłam dwóch małych chłopców, siedzących na łóżkach, z oczami jak pięć złotych, w których czaiło się przerażenie. Patrzyli baaardzo wymownie, a drżące brody dopowiadały resztę...
Nagle jeden z nich nie wytrzymał i wykrzyknął:
- Mamusiu, BŁAGAM, NIE ŚPIEWAJ!!!

Ostatnio pisałam Wam, że pewnymi rzeczami zostałam obciążona genetycznie...mój ojciec chyba też lubił śpiewać. Całe dzieciństwo słyszałam, jak nuci jakieś piosenki. Do głowy wbiła mi się jedna, nawet nie znam tytułu, wiem tylko, że Czerwonych Gitar. Leciała jakoś tak:
 raz uciekły z pozłacanej klatki
cztery małe pluszowe niedźwiadki
jeden łkał wracać chciał
do ciemnego lasu wejść się bał...
i tak dalej, o misiach w każdym razie, w tym jednym strachliwym.
No i wyobraźcie sobie, że będąc nastolatką usłyszałam ją kiedyś, pierwszy raz w życiu, w radio (choć "radio" się teraz już odmienia, nie? powinnam napisać "radiu", chyba). I jakież było moje zdziwienie, gdy koleżanka powiedziała mi, że to nie cover, a oryginał....Wyszło na to, że tata i Czerwone Gitary znali niewątpliwie słowa, ale ktoś z nich, kuźwa, zdecydowanie nie znał właściwej melodii....

Mama twierdzi, że śpiewała kiedyś w chórze. To musiał być jakiś karny chór.
Nieeee, nie śpiewanie było w nim karą. Słuchanie go, raczej.
Ewentualnie mieli ściśle wyznaczony target i jego się trzymali, trafiając wyłącznie do publiki niesłyszącej. Ba, to musiała być publika głucha jak pień....albo taka, którą wzruszał los głęboko nieutalentowanych dzieci, więc milczeli w cierpieniu.

Muzyczna przygoda Szarego, na poważnie (nie licząc dziecięcych przyśpiewek) rozpoczęła się około 4 roku życia. Wtedy to właśnie, pewnego pięknego dnia, chwycił mnie za ręce, spojrzał głęboko w oczy i oznajmił, że muszę być dzielna.
Nie mogę płakać.
Choć będzie mi ciężko...
...będzie mi ciężko, bo on nie będzie mógł ze mną mieszkać, gdy będzie dorosły.
On już postanowił.
Mam nic nie mówić.
Nawet nie zamierzałam.
On będzie rapował z Eminemem.
Cóż, byłam dzielna. Pogodziłam się z tą myślą bardzo szybko. Za szybko, bo widać "nie możesz płakać", nie zawsze faktycznie oznacza, że się nie może, a czasami wręcz wychodzi na to, iż płakać się jak najbardziej powinno. Szary, delikatnie mówiąc, poczuł się urażony, ale nie na tyle, abym nie mogła być świadkiem jego raperskiego talentu, który szlifował całymi dniami, śpiewając łamanym angielskim. Ja się domyślam, jak mu było ciężko. Na pewno nie jest łatwo rapować, jak się zna 100-150 angielskich słów, z czego 1/4 to nazwy zwierząt. Jak to sobie wyobrażacie?
Giraffe, dog, hippo, chimp, fucking bitch, elephant yeaaaaah?!?!?!
Jednak, jak wiadomo, to moja krew, więc dawał sobie radę dokładnie jak ja, gdy zabraknie mi słów, aby w obcym języku wyrazić myśli. Mówię wtedy "gmehihdgue ikmahe biehajge kkejhdks", tyle że "z kluchami", bo akcent to podstawa i z mądrą miną, w nadziei, że ta odciągnie uwagę i nikt się nie kapnie, że właśnie te słowa wymyśliłam.
Wy też tak na pewno robicie.
Każdy tak robi.
No w każdym razie Szaremu brakowało jakieś 300 słów na minutę, także jego wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach. Dziwne, że zawsze jednak wychwytywał i dokładnie powtarzał wszystkie przekleństwa.
A przecież w naszym domu się nie klnie.
Nie po angielsku.
Całymi dniami słuchałam więc jaki jest styrany, wkurwiony i że jego życie to dziwka.
Aż pewnego dnia Szary poznał znaczenie słowa "fuck" i oburzony, bo w końcu on się brzydko nie wyraża, postanowił skończyć z Eminemem na rzecz....Turnaua....Soyki....Mozila....i całe szczęście, że to już historia (chyba) zamierzchła- Kaczmarskiego.
Naprawdę dostawałam deprechy, gdy ustawiał sobie replay i słuchał "Przeczucie, cztery pory niepokoju". Godzinę.
I już nie chce być piosenkarzem. Teraz zarzeka się, że będzie boksującym taksówkarzem, który pływa na kutrach rybackich.
W każdym razie gust muzyczny ma wysublimowany i chyba dlatego też rzadko śpiewa.
A z kolei często kłóci się ze starszym bratem, który katuje nas wszystkimi, z całym szacunkiem, pindami, które są akurat na popowym topie.
Don Juan dokładnie wie czego chce, chyba od zawsze. A na pewno od kiedy tylko zobaczył, że babcie lecą na jego bajerancki, bezzębny wówczas uśmiech. I ma z tego materialne korzyści.  Później kapnął się, że ma najdłuższe rzęsy z rodziny i prawdopodobnie w ogóle najdłuższe, jakie widziałam. I jest wysoki. Bardzo wysoki. Dalej było już tylko gorzej, zwłaszcza gdy stwierdził, że zmarszczki są passe i on na pewno strzeli sobie botoks. Albo gdy stał i przymierzał 68 bluzkę, bo pozostałe nie dość dobrze podkreślały błękit jego oczu..On wie kim chce być. On chce być celebrytą. Piosenkarzem. I mężem. Aktualnie Eweliny Lisowskiej. Wcześniej: Dody Elektrody, Ewy Farny, Agnieszki Chylińskiej (w wersji soft), Sylwii Grzeszczak i Eweliny Flinty. Z zagranicznych to Katy Perry.
Ja tam wychodzę z założenia, że moi synowie mogą zostać kim chcą, byle byli szczęśliwi. Jeśli śpiewanie daje mu szczęście- proszę bardzo. Tylko mam cichą nadzieję, że nie będzie słuchał wiecznie popu. Założy jakąś normalną kapelę, "Brzeszczotem Po Jajach" na przykład i da czadu.
Póki co  mam codzienny gwałt przez uszy....."uśmiechnij sieeeeeeeee.....i nie martw sieeeeeeeee.....bo nie jest źleeeeeeeeee........"
Nie tylko ja powinnam raz na zawsze przestać śpiewać.




9 komentarzy:

  1. Toś mi bratnią duszą...
    Ja, jak tylko zacznę słysze od Syna..."Mamusiu, prosze...nie śpiewaj"
    dobrze, że córa jeszcze nie mówi..jej na razie nie przeszkadza...ufff

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój Stifler również nie oponuje specjalnie. Patrzy na mnie jedynie z głową przekręconą na bok, jak pies, gdy się dziwi. Ale nie płacze. No może czasami usta krzywi i oczy wytrzeszcza. Dzielny jest. Kochane dziecko...;)

      Usuń
  2. No to masz na nich haka. Albo posprzątają pokój, albo zaczniesz śpiewać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jakże! Zaśpiewam....albo opublikuję zdjęcia, z bardzo wczesnego dzieciństwa, jak udawali w gaciach na głowie Crazy Froga;)))

      Usuń
  3. We mnie tez zabito talent muzyczny:)) Juz w szkole podstawowej nauczycielka kazala mi zaspiewac "wlazl kotek na plotek" Zaspiewalam, a ona powiedziala "wierszyk znasz, a teraz sprobuj zaspiewac". Nie probowalam bo sie obrazilam i przestalam spiewac:)) Zeby bylo smieszniej to Wspanialy ma sluch absolutny i kiedys w dniu jego urodzin wstalam z "happy birthday" na ustach i... szybko zamknal mi te usta pocalunkiem...
    Jak sie tu rozwijac w takich warunkach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widać Star, taki jest los wielkich ludzi. Prawdziwe talenty najczęściej docenia się dopiero po śmierci. Jeszcze kiedyś będą żałować, że zawczasu autografów nie brali...;)

      Usuń
  4. Też śpiewałam o niedźwiadkach. I jeszcze inne - no i... też miałam wrażenie, ze moje melodie ciut się różniły od oryginalnych.
    Ale córki zabroniły mi śpiewać dopiero w wieku późnoprzedszkolnym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ania M., z moich obserwacji wynika, że profesjonalni piosenkarze często mylą tekst, więc czemu nie melodię?;)

      Usuń
  5. Przy Szarym padłam i już nie wstałam :)
    Wiesz, Tobie rosną przyszłe gwiazdy estrady, a Ty pomyśl o mnie, matka córkom... ja cały czas drżę, żeby mi tu Biebera kiedyś dzień i noc nie puszczały...

    OdpowiedzUsuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...