sobota, 14 grudnia 2013

małomówny Józef

Pod koniec listopada, mój najstarszy syn wrócił ze szkoły do domu i na progu oznajmił, że w szkole będą wystawiane jasełka i wszystkie dzieci z klas trzecich będą brały w nich udział.
-Jaką rolę dostałeś?- zadałam pierwsze, z dwóch kluczowych pytań
-Będę "dzieckiem"-odparł syn
-Chyba "dzieciątkiem"-poprawiłam nieco zaskoczona, bo akurat don Juan jest największym dzieckiem ze swojego rocznika, a także kolejnego po nim i prawdopodobnie jeszcze jednego .
- Nie "dzieciątkiem" tylko "dzieckiem"-odparł spokojnie- nooo, dzieckiem z tłumu
-A będziesz coś mówił- zadał drugie z kluczowych pytań Maciek
-No właśnie nie. Chciałem mieć jakąś fajną rolę, no i tak czekałem jak pani wymieniała i pytała kto chce kim być, aż okazało się ,że główne role się skończyły i reszta, która nic nie dostała będzie tłumem dzieci
-Synu, a właściwie to na jaką rolę czekałeś? Michaela Jacksona? Jacka Sparrowa? Thora?- jakoś nie dawało mi to spokoju, głównie dlatego, że szkolne jasełka raczej mają formę rok rocznie niezmienną
-No najlepiej chciałem być głównym bohaterem. Powiedzmy, że za późno kapnąłem się, że Jezusa będzie grała goła lalka w pampersie.
I temat ucichł. Dokładnie trzy dni później, mój syn wparował ze szkoły niemal z futryną i znów od progu wypalantował radośnie:
-Mateusz jest chory- po czym, niczym nasz ex-premier z charakterystycznym gestem wykrzyczał-yes,yes,yes!!!
-I to cię tak cieszy?- spytałam w lekkim szoku
-No pewnie! Dzwoniła jego mama, na szczęście to ospa i do świąt nie przyjdzie. A ja...ja przejąłem jego rolę! Będę Józefem- powiedział dumnie i widać od razu w tą rolę się wczuł, bo majestatycznie opuścił kuchnię, rzucając jedynie na odchodnym- idę się uczyć.
Nadal lekko szoknięta, nie wiadomo ,czy z powodu przemawiającej przez niego empatii względem chorego kolegi, czy też z powodu tego, że "idę się uczyć" dobrowolnie zdarzyło mi się słyszeć po raz pierwszy, wróciłam do mielonych. Nagle okazało się, że nie mam tartej bułki. To znaczy mam, pół małej łyżeczki.
- Synu, śmignij mi na dół, do sklepu, po tartą bułkę- wydarłam się jak zwykle
-Ok, czekaj, już kończę czytać ten rozdział
Aaaaaa racja, przedstawienie. Inne dzieci ćwiczą już trzy dni dłużej, a tu biedak jedną z głównych ról dostał i musi nadrabiać...
- Dobra, synu, ucz się spokojnie, sama skoczę.
I skoczyłam. Wieczorem podobny scenariusz pojawił się przy wyrzucaniu śmieci. Przez następnych kilkanaście dni wyglądało to mniej więcej tak:
zabrakło mleka- poszedł Maciek.
Wyczyść kotom miski-aaaaa, prawda, uczysz się-Szaaaary, kotom miski trza ogarnąć
Odkurz pokój- nieeeee, nic, dobra, sama odkurzę
Nie wychodź nie pościeliwszy łóżka-co? próby? Dobra idź. Ja ci je pościelę.
Posprzątaj- nieee, ok, ja posprzątam z Szarym,a ty ćwicz tam sobie spokojnie
I właśnie przy sprzątaniu, dokładnie dnia dwunastego, natknęłam się na leżący na biurku scenariusz. Wzięłam go do ręki, miał sześć stron, pisanych czcionką dla niedowidzących. Odnalazłam rolę Józefa, który przez całe jasełka mówi:
-Zamknijże znużone płaczem powieczki!
-Żłób Mu za kolebkę służy!
-Nie zbudźcież Go ze snu!
oraz:
-O czym Wy mówicie?

Ja pierdole!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Nie mogę się doczekać jasełek. Mam nadzieję, że na widowni będą łowcy talentów. Zważywszy na zaangażowanie w ćwiczenia, przypuszczam ,że de Niro by lepiej nie zagrał....mam tylko nadzieję, że nie zapomni tekstu...






17 komentarzy:

  1. Gratuluje roli... nie licza się środki, liczy się cel, hehe
    Mój Syn raz był Józefem...w przedszkolu..Był załamany, bo on publicznie to średnio lubi występować...za to byłam ogromnie zdziwiona jak dzień parę dni przed przedstawieniem wraca uradowany...bo Maryją będzie jego "ukochana"...hehe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, wszystkie chłopy po jednym kiju....don Juan też mi przedstawił jak będzie obejmował Maryję, coś tam nawet napomknął, że całkiem niezłą;)

      Usuń
  2. Obstawiam, ze on się całego scenariusza nauczył, na wypadek epidemii ospy w klasie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A popatrz, na to nie wpadłam. Mądre to moje dziecko i zapobiegliwe...;))

      Usuń
  3. A ja myślałam, że on przestudjowywuje kodeks prawny pod kątem adopcji. A wcześniej przestudiował w kącie podręcznik dla studentów medycyny... O ospie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ps. Wnioskuję, że jemu i wam rola Józefa LEŻY :) choć scenariusz ... mocy :).

      Usuń
    2. Kurde, myślisz, że cwaniak chce od nas spierniczyć i kruczków prawnych szuka....a mówiłam Maćkowi - sprzedać na organy zawczasu, zanim się czytać nauczy....
      Co do scenariusza- ja się oferowałam, że mogę napisać. I w sumie podziękowałam zaraz po tym, jak pani dyrektor kazała wykreślić mi dziwki, koks i nie pozwoliła zatrudnić starszego Stuhra w roli osła;)

      Usuń
  4. hehehe facet wie jak się ustawić ! w końcu Józef nie będzie do sklepu biegał i misek czyścił ! już go lubię ;-)
    ps jak mój Kuba był Kazimierzem Wielkim kazałam do siebie mówić Królowo Matko ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmorka, no co Ty??? Teraz Nietypowa kaze sie tytuowac Matka Boska? czy co?

      Usuń
    2. Taaaaa, Star, chyba Bosa...Goła i Bosa;)

      Usuń
  5. Witam,
    Spodobał mi się Twój blog dlatego chciałabym nominować Cię do nagrody Liebster Blog Award.
    Pozdrawiam
    Ewa
    http://kocimietablog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. miło mi, ale mam takie nominacje. Teraz interesują mnie już tylko ałordy rzeczowe, na początek może być nawet skromny toster;)

      Usuń
  6. Jezus w pampersie? Oj cuda, cuda!

    OdpowiedzUsuń
  7. Same cuda: Jezus w Pampersie, a na rękach trzyma go Józef w adidasach. Maryja nie może. Gada przez komórkę;)

    OdpowiedzUsuń
  8. No tak, rola kluczowa to i pańskie maniery ;)
    Moja mała bratanica kiedyś Maryję grała w takowych jasełkach i przyszło mi szyć dla niej strój tejże postaci. Jakem ateistka, zrobiłam z niej najlepszą Maryję wszechczasów jaka się przytrafiła w tejże wiosce eee...znaczy mieście ale wsi :P A jak zaczęła przy przymiarce marudzić na temat kolorów, bo wg niej miały być odwrotnie, że niby biała szata na niebieskiej tunice, to jej walnęłam pogadankę na temat "tunika to w tamtych rejonach (do dziś) koszula przy ciele, szata to okrycie wierzchnie, ma być ciemniejsze bo białe by się fajdało, poza tym w tamtych czasach na kolory stać było bogatych a Maryja z Józefem byli biedotą, więc i tak masz dużo mając niebieską szatę". Zrobiła duże oczy, pomyślała, po czym dyskusje wszelakie się skończyły :). Mamuśka też siedziała z miną nietęgą bo chyba dopiero co się dowiedziała takich "szczególików" z życia Beduinów :P

    OdpowiedzUsuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...