piątek, 27 grudnia 2013

magia minionych Świąt

-On jest jeszcze dzieckiem- powiedział filozoficznie don Juan zerkając z pobłażliwością na Szarego, gdy przyszedł podziękować mi i Maćkowi, konspiracyjnym szeptem, za prezenty.
Szeptem, gdyż jak być może pamiętacie Szary już wie, że mały Mikołaj nie istnieje, ten co to niby bywa u dzieci 6 grudnia, jednak oczywistą oczywistością jest, że istnieje Mikołaj duży. Szary ma na to w tym roku dowód- prezenty pojawiły się pod choinką znikąd, podczas gdy on i don Juan byli ze mną w kuchni czyniąc ostatnie przygotowania do wigilijnej wieczerzy.
Don Juan już nie wierzy w Świętego Mikołaja od roku. Ani małego, ani dużego. Oznajmił mi to zdecydowanym tonem, jak też to, iż wie, że to my podkładamy mu kasę pod poduszkę za każdego straconego mleczaka i że naprawdę nie odbiło mu na tyle, aby wierzyć, że na przełomie marca i kwietnia do naszego domu kica jakiś przerośnięty zajączek, który zamiast klasycznych włochatych jajek, ma jajka w koszyczku i to czekoladowe.
-Dziecko mi dorasta- pomyślałam z dumą, czy tam z lekkim smutkiem
Nawet nie wiem kiedy zaczął być niemal mojego wzrostu i nosić buty o rozmiar większe od moich. Nawet nie wiem kiedy oznajmił mi, że Kubuś Puchatek jest dla maluchów i przestało mu zależeć na koszulkach ze zwierzątkami. Polubił owoce i warzywa, a jego codzienny look stawał się coraz bardziej dopracowany....bobrze i jeżu, zaraz stuknie mu dziesięć lat! A już za rok, w ramach współczesnego świata i faktu posiadania nastolatka w domu będę może miała inne problemy niż znalezienie drugiej sztuki z jakiejkolwiek pary jego skarpet. Być może w dzisiejszych czasach to już będzie ten wiek, gdy zaraz zacznie żyć w myśl zasady "sex, drugs and rock&roll".....

 -No i te prezenty pojawiły się znikąd- tłumaczył nam Szary- bo przecież w pokoju był tylko tata
-Noooooo taaaak- potwierdziliśmy pospiesznie z don Juanem, choć nasze miny mówiły "buhahahahahahaha" oraz "nie do wiary, że nie słyszał"...
...jak Mikołaj sobie zaklął siarczyście, gdy z hukiem najpierw wywinął orła przez zdradziecki bujaczek -leżaczek, a później gromkim głosem zamiast "ho! ho! ho!" zawołał "złaź bydlaku z tej cholernej choinki". Do kota oczywiście, bo oprócz Rycha, nikt u nas po choinkach nie łazi. A komu ,jak komu, ale to oczywiście nam musiał się trafić kot psychopata. Rychowi bowiem się wydaje, że jest człowiekiem i na ten przykład, jeśli chodzi o choinkę, dizajn mu się widać nie podoba i cały czas poprawia bombki. Ocipieć można.

Wracając do Mikołaja- w drodze powrotnej, z Rychem, którego przestraszył, przyczepionym do twarzy, wywalił się dokładnie o ten sam bujaczek, co poprzednio, stojący nadal w przejściu, tyle że bardziej na lewo. Po czym, gdy mnie zobaczył, dezynfekując sobie brew i prawy polik, Mikołaj obrażonym tonem powiedział ponuro "w przyszłym roku twoja kolej"
Dalej było klasycznie: wieczerza wigilijna z rodziną, kawa wigilijna i patrzenie na ciasta i ciasteczka, bo jeść nikt już nie miał ochoty, czy tam odwagi po tych wszystkich kapustach i kapuścianych farszach. No prawie nikt. Jedyną chętną do jedzenia w każdym momencie osobą jest Stifler, który jest na takim etapie, że czuje, jak by go palec Boży dotknął za każdym razem, jak mu skapnie coś z dorosłego stołu. A że w święta należało być wyjątkowo religijnym, dotknęliśmy go palcem Bożym kilka razy i tak dostał do spróbowania skórkę samorobnego chleba (tak naprawdę, to mam automat- wrzucam składniki, otrzepuję ręce i idę ,ale chleb samorobny brzmi dumnie, jak bym go co najmniej godzinę osobiście ugniatała),kruche ciasteczka rudolfy (bez nosa) i topniejące bałwanki bez głowy, części z lukrem, nie mówiąc o ozdobnych czekoladowych guzikach, którymi łatwo byłoby się zadławić. W takich kwestiach jestem bardzo przezorna, bo zauważyłam, że moje dzieci miewają szczęście po moim bracie, który jak był w ich wieku potrafił dwa razy w ciągu jednej nocy znaleźć się na pogotowiu. Raz- gdy ślizgając się na świeżo wypastowanej "SAMĄ" podłodze, wykonał mistrzowską długość ślizgu zakończoną bliskim spotkaniem czoła z kaloryferem.
Nic strasznego, małe szycie, prawie nie ma blizny.
A drugi raz, gdy po powrocie z pogotowia do domu, postanowił pójść do łazienki za potrzebą, gdzie ponoć słabo mu się zrobiło i tym razem sedes zaatakował jego brodę.
Większe szycie, większa blizna, plus bezcenna mina tego samego chirurga, który pewnie wahał się ,czy nie wezwać opieki społecznej, gdy zobaczył rodziców wracających po godzinie do niego z dzieckiem ze zszytym czołem i krwawiącą tym razem brodą.
Wracając do Świąt- była też wizyta u teścia i Renaty, jego drugiej żony. I tu należy nadmienić, że Renata to fantastyczna kobita pełna ciepła i poczucia humoru, a teść, jak to teść...człowiek by chciał żeby miał dwa zęby jedynie. Jeden do otwierania mi Radlera Warki, jak już nie będę karmić , a drugi po to, by go ciągle bolał. Niestety tak nie jest, teść ma ładne zęby i choć nigdy go nie  pytałam, jakoś szczerze wątpię, aby mi chciał nimi tego Radlera otwierać. Cała nadzieja w lumbago. Ale dyplomacja musi być, więc na głos tego nie mówię, a jedynie marzę sobie skrycie...
W każdym razie rodzinna atmosfera i ciężkostrawne żarcie wykończyły nas na tyle , że o 22 oboje z Maćkiem już spaliśmy, w przeciwieństwie do naszych starszych dzieci, które pod choinką znalazły m.in. 25 ksiąg "Tytusa, Romka i Atomka" i ambitnie postanowiły przeczytać wszystkie te księgi w jedną noc.
I tak Maciek spał klasycznie zwinięty w nogach, w takiej pozycji, w jakiej śpi zazwyczaj przeciętny pies, a ja spałam z kolei z klasycznie wystającym tyłkiem z jednej strony łóżka. Stiflerowi było raczej wygodnie. W końcu on spał sobie w poprzek, z rozrzuconymi kończynami i uchyloną buzią w pozycji "na pisklaka".

Koło północy obudziło mnie takie dziwne uczucie, jak bym była obserwowana. A że niedługo kończę trzydzieści lat i wiem, że to co pokazują w horrorach to bujda, postanowiłam iść na całość i wyjąć głowę spod kołdry, przestać niby niechcący kopać Maćka, który i tak nie chciał się obudzić,  a nawet otworzyć jedno oko.
Na krawędzi, tuż przy mnie, siedział Szary i wzdychał, wbijając we mnie wzrok. Szary zawsze wzdycha, jak chce, aby go zapytać o co chodzi. Sam nie powie. A nawet nie powie od razu, jak się go spyta. Da się poprosić. Nie da za to odpuścić pytania, bo będzie tyle wzdychał, aż człowiek nabierze wrażenia ,że dziecko ma atak astmy.
No to zaczęliśmy:
-Co jest?- spytałam jeszcze półprzytomna
-Nic- odparł, zgodnie ze scenariuszem
-No ale co się stało?- nalegałam, również zgodnie ze scenariuszem
-Nic
-Ale widzę przecież, że jednak coś się stało
-Nieeee
-No powiedz
-Nie
-Proszę...

>westchnięcie<

-No dobrze. Siedzę sobie tutaj, bo nie mogę wytrzymać z don Juanem w pokoju. Ze śmiechu nie mogę wytrzymać. To jeszcze dziecko- powiedział z nutką pobłażliwości tym razem Szary... a do mnie dopiero dobiegł głos don Juana zza ściany:
-Rychu, jest północ, możesz zacząć mówić....nooooo, Rychu, co słychać?...Rychu, no dalej, odezwij się, nikomu nie powiem....no teraz się odezwij....Rychu....Rychu!!!

Eeeeee, spoko, to jeszcze jednak nie etap młodzieńczych szaleństw. No chyba, że ktoś zalicz do nich wiarę w gadające po północy w wigilię koty....


Poniżej wrzucam zdjęcie naszego dzieła- Pani Mikołajowej z masy solnej.
Żeśmy się zainspirowali taką jedną, znalezioną w internecie i taaaadaaaaaaa:




3 komentarze:

  1. Znowu sie orylam jak norka, przy "Rychu, no odezwij sie",
    w Wigile moj Krzysiek patrzy wnikliwie na nasze psy i koty i taki tekst " jak macie zamiar cos zlego na nas powiedziec to lepiej zamilczcie"

    OdpowiedzUsuń
  2. Fakt, nie pomyślałam nigdy, o ewentualnej treści przekazu. Jakby moje koty się rozgadały ,to miałabym przesrane. Już oczami wyobraźni widzę te zastępy paparazzi pod moim domem...albo reporterów... z "Uwagi", czy tam "Interwencji";))))

    OdpowiedzUsuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...