wtorek, 10 grudnia 2013

jak zostałam matką patologiczną

Zawsze wydawało mi się, że tylko jakaś patologiczna matka może zgubić swoje dziecko. Bądźmy szczerzy, nawet najmniejsze z najmniejszych, to jednak nie igła. A dziecko, zwłaszcza małe, jak powszechnie wiadomo, z oczu się nie spuszcza, za rączkę trzyma, a na koszulce, od wewnętrznej strony, na specjalnym kawałku materiału, się wodoodpornym markerem pisze: Krzysiu Wiecznywyjec, ulica Umęczonejmatki 6/66, Pcim Dolny. Telefon do opiekuna: 555-444-333, alergia na szpinak i sprzątanie w pokoju.

"Mała Marysia, w różowej kurteczce szuka mamusi, którą ostatnio widziała na dziale z kosmetykami"- za każdym razem, gdy słyszałam taki komunikat będąc sklepie,  myślałam sobie sama, albo najczęściej do Maćka: Boszzzzzz, co za patologia?! Mamusia zajęta pewnie przeglądaniem najnowszych podkładowych szpachli i psikająca się dyskretnie najdroższymi perfumami tak, żeby ochroniarz nie widział, że skończył się tester i to, co trzyma w ręku bynajmniej nim nie jest, zapomniała o swoim dziecku. No taaaaaak, ważniejsze rzeczy ma pinda na głowie, a jakże..!"

"Trwają poszukiwania 3-letniego Piotrusia, który dał nogę z placu zabaw i zanim matka zdążyła się zorientować, po prostu rozpłynął się w powietrzu"
Jasne, jasne.... a co mamusia robiła w tym czasie, jak się smarkacz rozpływał? No jak to co?! Czytała Galę, złorzecząc w duchu na Jolę Pieńkowską, bo nie dość ,że jest sztywna, niesympatyczna i przerywa gościom w DDTVN, to jej się kurna mąż milioner trafił. Po koneksjach wszystko, po koneksjach i za kasę! Oczywiście mamusia sobie tak myśli, bo ja nie. Choć za Jolą też nie przepadam....Boszzzz, co za patologia, w każdym razie!

Aż pewnego dnia, dołączyłam do nizin społecznych, matek patologicznych. Szybciej niż bym sobie życzyła, z przyczyn prozaicznych. Zupełnie nie przeze mnie, a przez to, że moje dziecko jest ślepe i w ogóle faktów nie kojarzy.
A było to tak...
Tego lata osiadłam, nie siadłam, z dwójką moich pociech na plaży. Trzecie było przyczyną mojej ociężałości. Ponieważ będąc wielorybem, ciężko mi było za długo w skwarze usiedzieć, zadzwoniłam po Maćka, żeby po nas przyjechał, bo już się nakąpaliśmy, nabawiliśmy w piasku, narzucaliśmy frisbee i nałykaliśmy witaminy D, a także zapewne promieniowania UV od A do Z włącznie. Poinformowałam o tym fakcie dzieci, rozdzielając przy okazji zadania bojowe na wyjście. Starszemu don Juanowi, nakazałam pozbieranie zabawek naszych, rozrzuconych standardowo w promieniu kilometra,. Szarego poprosiłam o wyrzucenie śmieci, elegancko zgromadzonych do siateczki, a sama zajęłam się otrzepywaniem wszystkiego z piasku. Kosz był oddalony o jakieś 5 m, w prostej linii, od naszego koca. Otrzepywanie zaczęłam więc stojąc tak, aby nie spuszczać z oczu, młodszego w tym wypadku, Szarego, który wziął siatkę i na luzie udał się spełnić swą powinność. Sięgnęłam po ręcznik. Szary przy koszu. Wytrzepałam. Kurwa, jak wieje. Sięgnęłam po drugi ręcznik. Szary już wraca. Nawet nie próbuję trzepać, bo wiatr napierdala mi w oczy, a zdecydowanie wolę, żeby w oczy napierdalał mi wiatr, nie piach. Obróciłam się więc, dziarsko wstrząchnęłam ręcznikiem, obróciłam się ponownie i co się mym pięknym oczom ukazało?! Albo raczej: i kto się nim nie ukazał?! Szarego, kurwa, nie ma!!!
Znacie pewnie to uczucie. Taki jednominutowy zawał. Taki, jak przy tym, gdy właśnie uświadamiasz sobie, że zgubiłaś telefon. I przed tym, gdy usłyszysz go dzwoniącego z lodówki. No to pomnóżcie sobie to uczucie przez milion. To właśnie poczułam. Piznęłam ręcznikiem i zaczęłam biec przed siebie, nawołując jego imię. Daleko nie poleciałam, bo przypomniałam sobie w porę o drugim dziecku. Wróciłam. Wzięłam don Juana za łapę i lecimy razem.
Ja blada jak ściana, bo mi się dziecko zgubiło, pewnie ktoś porwał.
Don Juan zajarany, bo mu się brat zgubił, wszystkie słodycze od dziś tylko dla niego.
Latamy, jak opętani, w bliżej nieokreślonym kierunku i wzywamy go po imieniu. To znaczy ja wzywam, bo don Juan krzyczy: "Szary, idź za naszym głosem! Idź za naszym głosem" i szybko dodaje z nadzieją "...no chyba, że nie chcesz...". Wzbudzamy już niemałą sensację wśród plażowiczów. Ludzie podnoszą się z ręczników, jakaś grupka podchodzi do mnie, pyta co się stało. A ja już przez łzy tłumaczę, że mały chłopczyk, w kąpielówkach adidasa, z chustą na głowie w marychę (nie moja wina, zapomniałam czapek, a w Cropp Townie tylko takie mieli), że z siatką tylko do kosza, że to najwyżej 5 metrów było, a ja patrzyłam, naprawdę patrzyłam.....
I nagle...jest! Widzę go. Idzie wkurwiony w moim kierunku. Prowadzi go jakaś miła pani, za rączkę. Zaczynam jeszcze mocniej ryczeć. Tym razem ze szczęścia. Krzyczę do niej jak wariatka "dziękuję! dziękuję!". Padam, z wielkim brzuchem, przed Szarym na kolana, rozkładam ramiona, z których on się szybko wymyka i zaczyna się drzeć:
- Jak mogłaś o mnie zapomnieć?! Jak mogliście pójść sobie beze mnie z plaży?!
Uspokajam go więc, jeszcze przez łzy:
-Synu, ja bym nigdy o Tobie nie zapomniała. Nawet się nie ruszyliśmy. Cały czas mamy rzeczy w tym samym miejscu, spójrz...
No i przecież oczywiste, że faktycznie tam były. Z trzy metry na lewo od głównego wejścia. Pięć metrów, w linii prostej, od kosza na śmieci. Tam, gdzie stałam ja, jedyna baba z wielkim brzuchem, w dziewiątym miesiącu ciąży i przyciasnym kostiumie kąpielowym w zebrę, bo żal mi na ostatek było nowy kupować. Przy jedynym, oczojebnym, pomarańczowym parawanie....a także jedynej pięciometrowej dmuchanej zjeżdżalni na plaży, na której spędzili pół dnia...





źródło obrazka: tu




22 komentarze:

  1. Twoje pisanie jest moim codziennym rytualem. Siadam z kawa i czytam, tylko musze uwazac, zeby nie zapluc kompa:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja już też "wsionkłam" ;)

      Usuń
    2. No, od kiedy karmię, to ja Twojego bloga Star, też jedynie z kawą przeglądam, niestety;)

      Usuń
  2. Może następnym razem zagroź, że na smyczach uwiążesz. Mojej pomogło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. smycz, jak smycz, powiem, że kolczatki założę i chipa wszczepię:)

      Usuń
  3. ja nie mogę czytać;) płynu do mycia monitora mi zbraknie;)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ade, dzięki Star tu jesteś? Jej wina, musi nowy fundować:))

      Usuń
  4. Jestem na tej plaży i Was widzę :) Szczególnie oburzonego Szarego!
    Pamiętam jak stałam kiedyś z Elizą w kolejce na wjazd na Gubałówkę, ze 4lata miała... Trzymałam Ją cały czas za rękę, ale stanął obok nas taki dwumetrowiec i zasłonił Jej całe pole widzenia... Ta wariatka narobiła takiej paniki, że ludzie się rozsuwali niczym morze czerwone, żeby na końcu ujrzeć mnie trzymającą Ją kurczowo za rękę i drącą się Elizę: "Nie widzę mojej mamy, nie widzę mojej mamy"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i co było później? Strzeliła go z bańki, kolankiem w klejnoty, prawy sierpowy w pysk i kop z półobrotu, czy oszczędziła gościa?

      Usuń
  5. Chmielewska przy Tobie wysiada !!
    Takiej dawki smiechu dawno nie dostalam, szczegolnie, ze za oknem jakies 15 cm sniegu.
    Dzieki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Założę się, że nie napiszesz tego na forum Chmielewskiej;)))

      Dzięki, Liz;))

      Usuń
    2. O kurde i teraz nie wiem co napisać, bo skoro ja trolluję na forum Frondy.....

      Usuń
  6. Komu smutno, ma doła lub "cuś" go zżera, niech czyta ten blog. Najlepsza rzecz na poprawienie humoru. Nie pamiętam kiedy się tak obśmiałam wręcz wyrechotałam, mimo że za oknem plucha, jestem stara i wszystko mnie boli.... i w ogóle mam przesrane. Super, super gratuluję talentu opisywania.Pozdrawiam.Życzę wszystkiego dobrego no i oczywiście wspaniałych, spokojnych, udanych Świąt Bożego Narodzenia. W.Brzostowska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci serdecznie za ciepłe słowa i życzenia i wzajemnie- również życzę pięknych Świąt;)

      Usuń
  7. Też się wczułam,jakbym sama dziecię zgubiła ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak dobrze, że nareszcie zaczęłaś to wszystko spisywać, siedzę i widzę tę całą historię przed oczami, jak żywą! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale muszę zmienić formę. Zacznę wypisywać wszystko co im kupuję, zachowuję paragony wprawdzie, ale myślę że bez dodatkowych dowodów nie będą chcieli mi później kasy zwrócić.

      Usuń
  9. Bosko...uśmiałam się że ktoś ma tak ... samo ...
    boszeee, jednominutowy zawał...
    samo życie...samo życie...świetnie się czytało...
    pzdr Gosia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pozdrawiam ,Gosiu i jak najmniej jednominutowych zawałów życzę
      ;)

      Usuń
    2. Tak, te dłuższe niż minutowe gwarantują silniejsze bodźce i ciekawsze doznania dla ciała i ducha, no i zapewniam Cię, że już nie padasz z płaczem przed "gnojkiem" na kolanach, tylko w myślach masz tak ochotę sprać mu tyłek, że to On będzie ryczał...

      Usuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...