wtorek, 3 grudnia 2013

dyspozycje w sprawie śmierci

Jakiś czas temu, do moich drzwi zapukali Świadkowie Jehowy.
-dzień dobry, czy możemy pani zająć chwilę i porozmawiać o Bogu?
- dzień dobry, szkoda naszego czasu, jestem pastafarianką.
-i naprawdę chce mieć to pani napisane na nagrobku?
-nie, proszę pana, na nagrobku chcę mieć napisane: "co się tak głupio gapisz? ja też wolałabym teraz leżeć na plaży"...

>oburzenie<
>kurtyna<

Wspomnienie tego zdarzenia nasunęło mi myśl, że teraz, gdy zaczęłam pisać bloga, w końcu mam miejsce, gdzie mogę zostawić dyspozycję w sprawie własnej śmierci i będę miała na nie świadków.
Nie, spokojnie, czuję się w miarę dobrze. Ja zawsze tak mam, gdy mnie lekko coś pobolewa. A że ciśnienie niskie, a czasy niebezpieczne- lekko boli mnie dziś głowa, nigdy nic nie wiadomo.
Część z Was zastanawia się pewnie, dlaczego nie przekażę ich najbliższej rodzinie, mężowi chociażby. Owszem, przekazałam, ale on mnie straszy, że jeśli umrę, to się na mnie obrazi i po złości, do trumny wymaluje mnie jak królową drag queen, ubierze w dzwony i bluzkę z żabotem, uczesze w dwa kucyki, takie, w którym dobrze jest naprawdę jedynie małym dziewczynkom i ,o zgrozo, zostawi otwartą trumnę. I nie pomaga branie go na litość, że w dzwonach moje nogi wyglądają krótko i grubo, ani straszenie, że jak mi te nieszczęsne kucyki zwiąże to mu zrobię takie paranormal activity ,że się zesra...
Aaaa, zapomniałabym, jeszcze ma melodię na tę okazję przyszykowaną wraz z choreografią (tak, mnie też trochę niepokoi jego zapobiegliwość. Bogata nie jestem. Może po prostu nie powinnam tyle gadać?). I tak oto, według mojego męża, jeśli przybędziecie na mój pogrzeb, będziecie tańczyć kankana, w uprzednio przygotowanych strojach, rodem z wczesnej burleski. Zaznaczam, że ponoć o gustach się nie dyskutuje..
Natomiast, jako że jestem ze wszech miar obyta i podążam za współczesnymi mediami, wiem z nich , że śmierć w dzisiejszych czasach, to żadna wymówka dla kobiety, a już na pewno nie powód żeby obiad był nie ugotowany, czy też oko porządnie wymalowane nie było, czy tam ciuch nie dobrany do sylwetki, jak modowy Bóg- Gok Wan- przykazał. Ja se nie pozwolę żeby później jakieś pindy z mojego pogrzebu gadały, że grubo wyglądałam. O nieeee, ja swoją godność mam!
Z tego też względu i kilku innych, pragnę być pochowana w małej czarnej, szpilkach i subtelnej biżuterii, ale oczywiście nie tej z diamentami.  Zresztą byłoby Wam trudno, bo takiej nie mam, a i raczej nie zmartwychwstanę spytać "czy któraś koleżanka mi nie pożyczy?". Makijaż wieczorowy,  raczej smoky eyes, usta w kolorze nude i kopertówka pod brzuchem. Właśnie! Nie napisałam Wam jeszcze ,że moją wolą jest być pochowaną twarzą do dołu, żeby nawet po śmierci cały świat mógł mnie pocałować w dupę.
Trumna ma mieć podwójne dno, w którym zostanie schowane tyle, ile się zmieści, flach tequili (srebrnej)+ cytryny i sól, rzecz jasna. A w rzeczonej kopertówce chcę mieć jointa i naładowany telefon.
Telefon potrzebny mi będzie w razie, gdyby patomorfolog się jednak pomylił. Tym bardziej, że ja ponoć "śpię jak zabita", więc sami rozumiecie przezorność...
Tequila i joint- w razie, gdybym nie miała zasięgu...

A tak w ogóle to chciałabym umrzeć jak mój wujek- spokojnie i we śnie, a nie nerwowo i z krzykiem, jak jego pasażerowie...choć domyślam się, że nie będzie mi to dane.
Przewiduję ,że będzie wtedy przy mnie Maciek, mąż mój znaczy się. On zawsze przy mnie jest, gdy dzieje mi się coś złego. Kiedyś myślałam ,że to dobrze, ale teraz zastanawiam się, czy on mi zwyczajnie, kuźwa, pecha nie przynosi...No mniejsza z tym, w każdym razie podejrzewam, że gdy tak w wieku, no powiedzmy ze 105 lat, będę leżała swobodnie na łóżku (bo ja na łóżku zawsze leżę swobodnie, żeby nie było. I nigdy nie inaczej, jak te modelki z billboardów. no te, z reklamy rajstop), zatrzepoczę sztucznymi rzęsami i teatralnym gestem włosy odrzucając, zacharczę:
-dobrze, wygrałeś, w tym tygodniu ja sprzątam kibel...tylko zejdź mi z rurki...



źródło obrazka: tu

6 komentarzy:

  1. Przestan! Moj Junior mi wlasnie podarowal broszurke z Domu Pogrzebowego pod tytulem Kremacja:))) Popatrzylam i pytam "synu czy ja juz tak zle wygladam?" a on na to "pitolisz mamuska, ale przeciez zawsze mowisz, ze chcesz byc skremowana, to myslalem, ze bedziesz zainteresowana procesem".
    Kuzwa, no bede, ale po smierci:))) Nie teraz!!!!
    No dobra, mam zapobiegliwe dziecko:)
    Zapytalam tylko czy tak specjalnie tam poszedl z troski o mnie, ale sie okazalo, ze na szczescie broszurke zdobyl przy okazji, bo matka kolegi zmarla i byl akurat w Domu Pogrzebowym oddac ostatnie... nie wiem jak to sie zwie, ale chyba pojmujesz o co mi chodzi:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pojmuję, to ostatnie pożegnanie, a ulotką się nie przejmuj, gorzej jakby przyniósł do domu pustą urnę i znacząco patrzył w Twoim kierunku;))))

      Usuń
    2. Chili tutaj to przesadziłaś, nie wierzę, że w takiej sytuacji nie miałabyś podłączonej zapasowej rurki ;P w końcu przezorny zawsze wy...kolegowany :)))

      Usuń
    3. tak sobie myślę, że zamiast zapasowej rurki kupię sobie paralizator, albo pistolet od razu, bo znając życie liczba osób, które będą chciały mi na rurkę nadepnąć może jednak nie ograniczać się do jednego;)))

      Usuń
  2. No - mało mi się szwy nie rozeszły ze śmiechu! Star - co prawda - uprzedzała, że można zejść... Myślałam jednak, że ten temat, tak poważny... Resztę poczytam, jak już mi się rana dobrze zrośnie - nie będę ryzykować! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szybkiego powrotu do zdrowia wobec tego życzę;)

      Usuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...