piątek, 6 grudnia 2013

dlaczego mężczyźni nie rodzą dzieci

Zainteresowanych informuję, że mąż mój ma się lepiej. Niekoniecznie dlatego, że go mniej boli. Naćpany przeciwbólowymi jest po prostu szczęśliwszy.
Chciałam też Wam powiedzieć, że nie zawsze był taki dzielny, jak przedwczoraj...a i nie wszyscy lekarze to dupki;)

Dawno, dawno temu, gdy rozstąpiły się lodowce i powstały jeziora, a Maciek nie był jeszcze moim mężem (i chyba właśnie dlatego), szarpnął się na romantyzm. Romantyczny spacer se wymyślił, a ja przystałam, bo choć romantyczna od zawsze byłam jak obdrapany taboret udający decoupage, to stwierdziłam, że nie będę chłopa zniechęcać, w końcu się starał, no nie?
I gdy tak spacerowaliśmy sobie brzegiem morza, w pięknej letniej scenerii, mój narzeczony z sobie tylko znanym wdziękiem rzekł nagle i niespodziewanie, że "coś go dziabło". I może nawet opowiadanie by się na tym skończyło, gdyby nie, jak zawsze, moja niewyparzona gęba.
Nie wiedzieć czemu, nagle postanowiłam podzielić się z nim historią mojej babci DiCaprio ("DiCaprio", bo na imię jej Leonarda), którą to akurat dziabnął kiedyś trzmiel. I im dłużej opowiadałam, tym on bardziej solidaryzował się z babcią i tak jak babci, tak i jemu co chwilę dochodziły nowe objawy. Na początku nie przejęłam się specjalnie, ale Maciek nie dawał mi się za długo nie przejmować, bo co 10 minut oświadczał głośno i ostentacyjnie, że go ręka boli. Po około 30 minutach zmienił natężenie na co 5 minut i zasugerował delikatnie (w trybie rozkazującym), że czas wracać do domu, on dalej iść nie może, bo ręka go już nie boli, a napierdala. Wróciliśmy. I to w samą porę, bo dostał dreszczy. Było też "słabo mi" i "mam takie dziwne uczucie jak bym spadał". Koło północy postanowiliśmy jechać na pogotowie, w stanie krytycznym. Przyjął nas chirurg. Przekazałam Maćka w bezpieczne, lekarskie ręce i zdruzgotana śledziłam rozwój akcji na korytarzu. Po chwili z gabinetu wychodzi lekarz, podchodzę więc i z niepokojem pytam, czy to coś poważnego?
Na co chirurg, ze śmiertelną powagą, patrząc mi prosto w oczy odpowiada:
-tak....został poszarpany przez muchę!
I gdy ja tak śmiałam się jak głupia, lekarz, nie zmieniając tonu zapytał:
-czy pani ma zamiar mieć z tym panem dzieci? bo jeśli tak, to całe szczęście, że to pani będzie rodzić. On by tego nie przeżył. A teraz przepraszam, bo powiedziałem pani narzeczonemu ,że idę po specjalną maść. Zaraz posmaruję go wazeliną, przykleję plaster i powinien się uspokoić...

Dziewczyny, czy któraś z Was w ogóle wizualizowała sobie kiedyś poród w wersji męskiej?
Bo ja tak...
Łóżko, na nim na przemian purpurowy i biało-siny, rozmemłany facet. Po znieczuleniu zewnątrzoponowym, z kroplówką z ketonalu, tramalu, plastrami morfiny i czopkiem nurofenu w tyłku. Spocony, zbolały, z obłędem w oczach krzyczy:
-aaaaaaaaa, umieram! boli! napierdala! ja tego nie wytrzymam! zabijcie mnie! nie! sam się zabiję! już nie trzeba, widzę swoje ciało z daleka! odchodzę , żegnajcie!aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!
Wokół inni faceci: jego ojciec ze współczuciem trzymający go za rękę, pochlipujący z przejęcia, ksiądz z ostatnim namaszczeniem, w razie czego, stojący w gotowości, kumple ,którym kręcą się w oczach łzy i szepcą między sobą jaki on dzielny, jaki twardy...i w tym wszystkim tylko jego kobieta zachowuje stoicki spokój. Nagle nieśmiało odzywając się :
- Stefan, dajże spokój....to tylko skurcze przepowiadające.

I ani ta wizja ,ani fakt, że podoba mi się nowe znaczenie słowa patriarchat...bo wiecie, co to jest patriarchat, nie? Otóż patriarchat jest wtedy, gdy twój mąż obrażony pakuje siebie, pakuje dzieci  i płacząc jedzie do swojego ojca;)
No i w każdym razie nawet ta moja nowa, ulubiona definicja nie czyni ze mnie jakiejś szowinistycznej żeńskiej świni.
Ja po prostu mam trzech synów.
Męża.
Dwa koty.
Też samce.
Muszę w końcu gdzieś odreagować.....






26 komentarzy:

  1. Jak Ci powiem, ze Cie kocham to i tak bedzie za malo:))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Star, skusiłaś mnie :)

      Usuń
    2. Star, nic nie mów.
      Ty wiesz, że ja wiem, bo czuję to samo;))

      Usuń
  2. Oznajmiam, że zostałam skuszona przez Star. By wejść na Twojego bloga. I łatwo się mnie nie pozbędziesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Star jest moim osobistym Wirtualnym Aniołem Stróżem, zacnych ludzi dzięki niej poznaję, także Aniu M. - mam nadzieję, że się Ciebie nie pozbędę wcale;)

      Usuń
  3. Reklama u Star pewniejsza niż w Bloku Mikołajkowym na Polsacie. I ja zostaję ;)
    Ale swoją drogą-nie oddałabym Im porodu za żadne skarby :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też tu jestem od Star i też zamierzam zostać na dłużej :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak Star poleca biorę w ciemno:) Zresztą przekonałam się, że miała absolutną rację;))))
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Gdyby to mężczyźni rodzili dzieci, to byłby to zabieg pod pełną narkozą, a każda ciąża nagradzana by była orderem Orła Białego.
    Ojcom bliźniąt przysługiwała by dożywotnia emerytura.
    Przy ciąży mnogiej, większej niż bliźnięta, ojcom stawiano by pomniki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój nie rodził, a za przewinięcie raz kiedyś i kąpiel co jakiś czas, już by pomnik chciał. Mało tego- uważa, że On jeden tak się poświęca...

      Usuń
    2. To może terapia szokowa - zostawić go choć na pół dnia sam na sam z dzieciakiem i niech sobie radzi :-)

      Usuń
    3. Marta W, ja się zgadzam z Płaczoliną, musisz koniecznie "zachorować", tak żebyś koniecznie musiała iść do "lekarza".
      A weź Ty się umów na kawę/drina z koleżanką, a tatuś niech z pociechą posiedzi. Jak oglądał Beara Grylls`a to będzie wiedział, jak sobie radzić, Ty się o nic nie martw...;)

      Usuń
    4. Płaczolina, przy ciążach mnogich, to by kręcili o nich dokument, który byśmy oglądali zamiast Kevina, co roku, na Święta;)

      Usuń
  7. Cześć, ja też od Star.
    Pod postem o Liebster Blog napisałam Ci, jak linkować.
    Zdjęcie z rodzącym facetem - boskie!

    OdpowiedzUsuń
  8. Star swietnie zarekomendowala Twoj blog - cudownie piszesz i z przyjemnoscia bede do ciebie zagladala.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dobrze być kobietą... Pozdrawiam i będę wpadać regularnie:)
    w wolnej chwili zapraszam do mnie: www.babyfirstspoon.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja dla odmiany trafiłam tu od Płaczoliny, i też zostaję na dłużej:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Star mnie na Ciebie naslała. ZOSTAJE!!! Kuzwa, normalnie piszesz z...biscie! Star zreszta tez :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ty to normalnie będziesz musiała pean na cześć Star napisać, (nie)typowa
    zostaję!

    OdpowiedzUsuń
  13. Też od Star:),nie myliła się dziewczyna Jesteś Wspaniała,nie pozbędziesz się mnie;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Uśmiałam się ;) Mój mąż,nie może kąpać Filipa jak obetnie paznokcie ''za bardzo''. Poród....Jeszcze bardziej chce mi się śmiać ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Dziewczyny,
    Star, jest dla mnie kimś wyjątkowym. Absolutnie nie przeszkadza mi fakt, że znam Ją wyłącznie wirtualnie, w tym, aby była dla mnie wzorem i inspiracją. Zapoznała mnie ze wspaniałymi ludźmi, których śmiało mogę nazwać Przyjaciółmi. Takimi przez duże "P" właśnie. Z Mistrzynią -Łapania- Ulotnych- Chwil, Kobietą z piękną buzią i równie pięknym sercem, czyli z Brytusią http://tutaj-ja-pilnuje.blogspot.com, z Thurią, osobą o niezwykłym poczuciu humoru i równie niezwykłej wrażliwości na drugiego człowieka http://podczarnympsem.blogspot.com, z politycznie i nie tylko politycznie;) niepoprawnym Czarnym Ptakiem http://exterminator.blog.onet.pl, z Marinikiem, od którego Yann Arthus-Bartrand mógłby uczyć się spojrzenia na świat i fotografii http://mojepstrykanie.blogspot.com, z piękną i niezależną Iw http://iw-od-nowa.blogspot.com i jeszcze z osobami, które niestety blogów nie mają, a szkoda (Izumi, Zbyh). Bardzo wiele im wszystkim zawdzięczam. I to wszystko dzięki Star. To i jeszcze parę innych rzeczy, jak choćby nieustanne wsparcie, miliony ciepłych słów, zawsze trafne rady i duża wiara we mnie, która nie raz podnosiła mnie przez te wszystkie lata, czasem z samego dołu.
    Tak, Mamma Mia, pean na cześć Star już dawno jej się należy. I ogromna wdzięczność z mojej strony za to, że po prostu jest. Gdyby było więcej ludzi takich jak Ona, świat zwyczajnie byłby lepszy.
    Dziękuję też Wam, za te wszystkie miłe słowa. Niesamowicie jest usiąść przy kawie i przeczytać o sobie tyle fajnych, ciepłych rzeczy.
    Jak znowu nie uda mi się wbić w przedciążowe spodnie, to sobie do tych komentarzy na pocieszenie na pewno wrócę;))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, wazne, ze wreszcie zaczelas pisac i tylko to sie liczy:))

      Usuń
  16. No cóż ja też tutaj dzięki Star...
    A notkę o porodzie przeczytałam mężowi (też Maciek)!

    OdpowiedzUsuń
  17. No chyba wszystkie jesteśmy tutaj dzięki Star :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja też od Star, w wolnych chwilach sobie czytam bloga od początku, a że tych chwil wolnych koszmarnie mało, to dopiero dotarłam tutaj. Czytam, płaczę ze śmiechu i...pędzę do kolejnych wpisów. Ale skoro tu taka lista od Star się porobiła, to ja też się ujawnię :P Jestem zakochana w Twoim kawałku cyberprzestrzeni <3

    OdpowiedzUsuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...