czwartek, 12 grudnia 2013

dlaczego będę musiała kiedyś zwrócić dzieciom za psychoterapeutę

Zastanawialiście się kiedyś skąd się biorą dziecięce lęki? Bo ja tak. I niezmiennie wychodzi mi, że to my, rodzice, jesteśmy głównymi sponsorami. W każdym razie, głupio się przyznać, ale tak przynajmniej wydaje się być w naszym przypadku...

Pamiętam jak kiedyś poszliśmy z kotem do weterynarza. Kot miał szczepienie podstawowe. Pan weterynarz zaproponował również szczepienie przeciw wściekliźnie. Odmówiłam, tłumacząc, że kot nie wychodzi na dwór, a my może i czasem tak wyglądamy, ale żadne z nas wścieklizny nie ma.
-Co nie znaczy, że pewnego dnia po prostu nie wleci wam przez okno nietoperz, kota nie pogryzie i nieszczęście gotowe- zasugerował lekarz, który wydaje mi się, że był fanem "z archiwum x" i teorii spiskowych dotyczących katastrofy smoleńskiej
-Taaaaa, panie doktorze, może być, choć wydaje mi się to równie prawdopodobne, co wciągnięcie przez smoka kanalizacyjnego mnie, czy pana, gdy będziemy załatwiać potrzeby fizjologiczne- odparłam z pełnym przekonaniem, pokazując wszystkie zęby, które zaraz schowałam, gdy kapnęłam się, że był to klasyczny przykład szybszego języka niż rozumu. Spojrzałam na moje pobladłe nagle dziecko
-Synu, ale ty wiesz, że myśmy z panem doktorem sobie tylko żartowali. Wiesz, że wściekłe nietoperze nie wlatują, ot tak sobie, przez okna i nie ma czegoś takiego jak smok kanalizacyjny? Wiesz o tym ,prawda? Prawda????
Eeeee, spoko. To nie były aż tak złe trzy tygodnie chodzenia z dzieckiem do łazienki i czatowania pod nią, gdy któryś syn był w środku. Wprawdzie u weterynarza był ze mną tylko Szary, ale nie od dziś wiadomo na czym polega masowa panika.W ogóle też nie męczyło mnie sprawdzanie w nocy ,czy smok kanalizacyjny podstępnie nie wydostał się z łazienki i teraz nie czai się w szafie, za szafą, pod łóżkiem, w skrzynkach z zabawkami. W ogóle. Ani trochę. Nic a nic.
I na szczęście nie było mi bardzo gorąco, gdy przez te dobre trzy tygodnie nie otwieraliśmy w domu okien, w obawie przed atakiem wściekłych nietoperzy. Gorąco? W lipcu. Niedorzeczność.

W końcu, niech się święci, zadziałał cud niepamięci. A że lato było w toku, pewnego pięknego dnia, wybraliśmy się na rodzinną wycieczkę. Tym razem do Szymbarku. Weszliśmy do słynnego domu, stojącego do góry nogami. Cyknęliśmy sobie fotę przy najdłuższej desce świata, stole noblisty i starym parowozie (koniecznie w sepii). Zwiedzaliśmy Kościółek św. Rafała i Dom Sybiraka, gdzie przy oglądaniu fotografii dzieciaki łyknęły nieco historii. Zaliczyliśmy jeszcze punkt widokowy w Wieżycy i postanowiliśmy wrócić do domu.
- Mamo, zrobisz mi jeszcze kanapkę?- zapytał don Juan przy kolacji.
-Jasne- rzuciłam niedbale, niczego nie podejrzewając, wszak powszechnie wiadomo, że świeże powietrze wzmaga apetyt.
Zdziwiłam się jedynie nieco, gdy zastałam go w nocy w kuchni. Tyle zjadł na kolację i jeszcze głodny? Coś tam rzuciłam o tym, że niezdrowo jest jeść w nocy, ale bez przesady. Codziennie nie je, w sumie, ściśle rzecz biorąc, pierwszy raz się to zdarzyło, a poza tym nie będę dziecka głodzić. Rano zjadł jajecznicę nie z dwóch,a z czterech jajek i zabrał dodatkowy jogurcik do szkoły. Dokładka obiadu, deser, brzoskwinka, bananek i znowu kolacja, tym razem nie 4, jak zazwyczaj, a 6 racuchów.
Co ja widzę? Moje dziecko się waży.
Chłopcy nigdy nie byli grubi, chudzinkami nie byli tym bardziej. Pediatra, z uśmiechem, określa ten typ budowy jako "misiowaty". Po Maćku są bardzo wysocy. Do tego stopnia, że gdy Szary poszedł rok wcześniej do zerówki, zafascynowani nim koledzy pytali, ile już lat w niej przesiedział. Don Juan tak samo. W każdym razie nie potrzebowali z całą pewnością przytyć, a jeśli to dojadanie miało na celu schudnięcie, to ktoś ich chyba okłamał ,co do tego jak działa dieta.
- Don Juan, dlaczego się ważysz?- spytałam, bo coś mi zaczynało wyraźnie nie grać
-Sprawdzam, czy nie schudłem- odpowiedział spokojnie
-Dlaczego?
-Nie ważne.
-No powiedz.
-Nie.
-Może jednak?
-Nie.
-Pogadamy?
-Nie.
-Ale wiesz, że jak byś coś chciał...
-Wiem, wiem.....
I polazł. Zastałam go po godzinie, wywalonego na łóżku, jak żaba na liściu, z paczką ryżu preparowanego pod pachą. Jadł spocony, a kolory zmieniał jak kameleon. Był na przemian czerwony, blady i co jakiś czas zielony. Postanowiłam interweniować. Po pierwsze dlatego, że już nie na żarty zaczęłam się martwić, a po drugie dlatego, że dzieciaki śpią na antresolach. Kto sprzątał kiedyś pawia puszczonego z góry, ten rozumie....
-Oddaj ryż!
-Nie!
-Oddaj, przecież widać, że wcale go nie chcesz.
-Chcę!
-Zwymiotujesz!
-W życiu!
-Dawaj ryż!
-Nigdy!
-Oddawaj!
-Nie odbierzesz mi go!
-Nie wolno tyle jeść, będziesz się źle czuł!
-Nie wolno mnie głodzić!
-??????
-No co, co?! Nie widziałaś tych zdjęć, Sybiraków?! Mówiłaś, że często umierali z głodu. I co, chcesz żebym umarł?! Zginął w męczarniach śmiercią głodową...
Matko Boska, jaka ja głupia...opowiedziałam o Sybirakach, o tej śmierci głodowej, no i fakt, nie zaznaczyłam, że nie umiera się od więcej niż dwugodzinnych przerw w jedzeniu. Ja pierdolę, jak to trzeba uważać....
Po przeczytaniu don Juanowi różnych publikacji, ściągniętych z internetu, na temat niedożywienia, pomału wyszliśmy na prostą . Wprawdzie spał ze mną jakieś dwa tygodnie w obawie, że umrze niedożywiony podczas snu i nikt na czas nie poda mu kanapki, albo chociaż soczku, ale z czasem wszystko wróciło do normy.

Jeśli kiedyś moi synowie będą więc mieli chroniczne zaparcia, albo nagłe napady obżarstwa, to niestety poczuwam się do tego, że to ja będę musiała im fundować terapeutę.
Choć lęki z dzieciństwa bywają też motywujące. Ja, na przykład, w dzieciństwie zawsze byłam dobra w biegach. Głównie dlatego, że  wyobrażałam sobie, że mnie Freddy Krueger goni.




źródło: tu






16 komentarzy:

  1. Cholera...chyba zacznę oszczędzać..ostatnio mnie pani z banku przekonywała, że warto dziecku założyc lokatę np. na studia...chyba psychologiczne...miałby dwa w jednym...darmową psychoterapię i zaliczone studia :)))
    pzdr Gosia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty to Gosia masz łeb! Studia psychologiczne, to jest to....sami się zdiagnozują, wyleczą, a i może przy okazji i ja się wyhaczę;) Pozdrawiam Cię ciepło;)

      Usuń
  2. Zainteresowala mnie Twoja rozmowa z weterynarzem, nie uwierzysz! Dokadnie w ten sposob uzarl mnie nietoperz:)))) Skubaniec wlecial przez otwarte okno a bylo to latem i po chalupie biegalam na bosaka, nadepnelam skubanca. Maz wywalil go na zewnatrz a pozniej przez godzine szukalismy go aby zawiesc do lekarza i sprawdzic czy nie byl wsciekly, bo grozila mi seria zastrzykow. Niewiarygodne, prawda - a jednak:)))))
    I kto mi teraz zaplaci za terapie:)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Ataner. W tym roku z mojego powodu nie będziemy wietrzyć inaczej niż na lufcik.
      Musisz mi tylko jedno powiedzieć, bo mi kuźwa tak wyobraźnia pracuje, że wybacz, ale mało się nie posikałam ze śmiechu...na jaką cholerę Ty po tych ścianach i suficie latałaś? Tylko po to, żeby na biednego gacka nadepnąć? Czy to jakiś gacek-kretyn ,co to latał po podłodze?:)))))) A może on tylko "latał", tzn. szybko biegał?:))))

      I teraz to będę musiała przez Ciebie jeszcze weterynarza przeprosić. Za to wszystko, co sobie pomyślałam , gdy mi o wlatującym do chaty nietoperzu powiedział;) Chodź pewnie jesteśmy kwita, bo weterynarz też wyglądał jak by przeklinał w duchu;)

      Usuń
    2. Cha! :)
      A ja tam doskonale rozumiem nasza amerykańską koleżankę, ataner. Jakby mi gacuś (lub inne cóś) przez lufcik wleciało, to bym tylko bluznęła mięsem: a fee, a sio mi stąd (ale siarczyście i wskazała to Santa Fe). ... ale jak by mi taki amerykański gacopyrz, wielki jak ciężarówka santa Mikołaja przez okno... to bym z rozpaczy (wszak nietoperz nie widzi) z butów wyskoczyła i po ścianach polatała (dziękując w duchu, że ściany oszczędził)... a nawet skakała pod sufit jak by mi colą chlapło... (w każdym razie laika bym zostawiła tez na ścianie...)
      :) wesołych :)

      Usuń
    3. Gacek byl jakis trafiony, nacpal sie albo cholera go wie. Ulozyl sie na podlodze i jak go nadepnelam to wzarl sie w stope i uciekl pod komode.
      Narobilam takiego wrzasku, ze pol osiedla sie zlecialo:))
      Teraz to i ja sie z tego smieje, ale uwierz mi wtedy nie bylo mi do smiechu:))

      Usuń
    4. Cola, Ty rację masz w stu procentach, Ja nie wiedziałam, że Ataner z Ameryki...No pewnie, że inaczej się zachowam jak mi wleci mały polski gacek, a inaczej jak taki dorodny amerykański Pattinson.

      Usuń
    5. Wierzę Ataner, ale spójrz na to z perspektywy nietoperza: wbija się na kwadrat, nie swój, to fakt, ale sama mówisz, że był chyba naćpany..idzie sobie spokojnie spać na podłodze, bo na haju nie jest w stanie pod sufitem się utrzymać, a jakaś, z całym szacunkiem, baba- najpierw na nim staje, on chcąc zaoponować otwiera gębę i gryzie Ją przypadkiem, Ona tańczy taniec św. Wita po ścianach, wypierdala go z chaty, a później leci pędem go szukać....myślisz, że nietoperzowi było do śmiechu?;)

      Usuń
  3. sorry, ze takie dlugie:
    > Czego nauczyła mnie mama?
    >
    > Moja mama nauczyła mnie wiele. Od wczesnej młodości sączyła we mnie
    > wiedzę, jaka się nie śniła filozofom...
    >
    > Nauczyła mnie doceniać dobrze wykonaną pracę
    > "Jeśli zamierzacie się pozabijać, zróbcie to na zewnątrz - przed chwilą
    > skończyłam sprzątać!"
    >
    > Nauczyła mnie religii
    > "Lepiej się módl, żeby na dywanie nie było śladu"
    >
    > Nauczyła mnie podróży w czasie
    > "Jeśli się nie wyprostujesz, strzelę cię tak, że się znajdziesz w
    > przyszłym tygodniu!"
    >
    > Nauczyła mnie logiki
    > "Dlaczego? Bo ja tak powiedziałam!"
    >
    > Nauczyła mnie przewidywania
    > "Tylko załóż czystą bieliznę, na wypadek gdybyś miał wypadek"
    >
    > Nauczyła mnie ironii
    > "Śmiej się, a zaraz ci dam powód do płaczu!"
    >
    > Nauczyła mnie cierpliwości
    > "Tylko poczekaj, aż wrócimy do domu"
    >
    > Nauczyła mnie tajemniczego zjawiska osmozy
    > "Zamknij się i jedz kolację!"
    >
    > Nauczyła mnie wiele o wytrzymałości
    > "Będziesz tu siedział, póki nie zjesz tego szpinaku"
    >
    > Uczyła mnie meteoreologii
    > "Wygląda, jakby tornado przeszło przez twój pokój"
    >
    > Nauczyła mnie o zagadnieniach fizyki
    > "Gdybym krzyczała, że spada na ciebie meteor, czy byś raczył mnie
    > wysłuchać?"
    >
    > Nauczyła mnie hipokryzji
    > "Powtarzałam ci milion razy - nie wyolbrzymiaj!"
    >
    > Nauczyła mnie o kręgu życia
    > "Wydałam cię na ten świat, to mogę i na tamten"
    >
    > Nauczyła mnie modyfikacji zachowań
    > "Przestań zachowywać się jak twój ojciec!"
    >
    > Nauczyła mnie zazdrości
    > "Są miliony dzieci, które mają mniej szczęścia i nie mają takich
    > wspaniałych rodziców jak ty!"
    > > Czego nauczyła mnie mama?
    >
    > Moja mama nauczyła mnie wiele. Od wczesnej młodości sączyła we mnie
    > wiedzę, jaka się nie śniła filozofom...
    >
    > Nauczyła mnie doceniać dobrze wykonaną pracę
    > "Jeśli zamierzacie się pozabijać, zróbcie to na zewnątrz - przed chwilą
    > skończyłam sprzątać!"
    >
    > Nauczyła mnie religii
    > "Lepiej się módl, żeby na dywanie nie było śladu"
    >
    > Nauczyła mnie podróży w czasie
    > "Jeśli się nie wyprostujesz, strzelę cię tak, że się znajdziesz w
    > przyszłym tygodniu!"
    >
    > Nauczyła mnie logiki
    > "Dlaczego? Bo ja tak powiedziałam!"
    >
    > Nauczyła mnie przewidywania
    > "Tylko załóż czystą bieliznę, na wypadek gdybyś miał wypadek"
    >
    > Nauczyła mnie ironii
    > "Śmiej się, a zaraz ci dam powód do płaczu!"
    >
    > Nauczyła mnie cierpliwości
    > "Tylko poczekaj, aż wrócimy do domu"
    >
    > Nauczyła mnie tajemniczego zjawiska osmozy
    > "Zamknij się i jedz kolację!"
    >
    > Nauczyła mnie wiele o wytrzymałości
    > "Będziesz tu siedział, póki nie zjesz tego szpinaku"
    >
    > Uczyła mnie meteoreologii
    > "Wygląda, jakby tornado przeszło przez twój pokój"
    >
    > Nauczyła mnie o zagadnieniach fizyki
    > "Gdybym krzyczała, że spada na ciebie meteor, czy byś raczył mnie
    > wysłuchać?"
    >
    > Nauczyła mnie hipokryzji
    > "Powtarzałam ci milion razy - nie wyolbrzymiaj!"
    >
    > Nauczyła mnie o kręgu życia
    > "Wydałam cię na ten świat, to mogę i na tamten"
    >
    > Nauczyła mnie modyfikacji zachowań
    > "Przestań zachowywać się jak twój ojciec!"
    >
    > Nauczyła mnie zazdrości
    > "Są miliony dzieci, które mają mniej szczęścia i nie mają takich
    > wspaniałych rodziców jak ty!"
    >
    > Nauczyła mnie sprawiedliwości Kiedyś też będziesz mieć dzieci i mam nadzieję, że będą takie jak ty!"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatni punkt-ostatnio życzyłam tego moim córkom. Niech wiedzą, jak "fajnie" mi z Nimi bywało. Może wtedy zrozumieją, że jak mówiłam "zaraz zwariuję" to nie był to tylko zwykły tekst, rzucany między sprzątaniem rzygów, a lataniem do apteczki po stopperan...

      Usuń
    2. Liz, Marta W, jestem w szoku, to nas, mówiących tak, jest więcej?:)

      Usuń
    3. Prawda o matkach bywa brutalna... I na pewno nie opisują jej w Twoim Dziecku, Mam Dziecko i takich tam innych miesięcznikach :)
      Prawdę znajdziesz na blogach :)
      I to jeszcze między wierszami, żeby Cię nikt nie zgłosił do Rzecznika Praw Dziecka, Sanepidu, Opieki Społecznej... Także, Kochana-kamuflowanie się z chipsami to tylko wierzchołek góry lodowej :)

      Usuń
  4. Eliza miała ze 4lata, byłyśmy na plaży. A że jeśli chodzi o mnie to było jakieś 1-12kg temu, miałam strój dwuczęściowy, a nie maskujący fałdy worek... No i moje dziecko, na tym moim boskim ciele dopatrzyło się "dziurek". Pyta co to jest. No to stwierdziłam, że przy całym Jej geniuszu nie zrozumie słów "pamiątka po laparoskopii", więc rzuciłam coś o wyciętych kamieniach... No nie wymagajmy, żebym w 40stopniowym upale zastanawiała się jaki to będzie miało wpływ na Jej dalsze życie. Już za pół godziny miałam okazję się przekonać-mamo uważaj kamień, mamo, tu też! No kurwa wyobraź sobie polską plażę bez kamieni... W końcu się Jej pytam, po co mi te kamienie pokazuje, a Ona mi na to, żebym nie musiała mieć znowu dziurek w brzuchu robionych...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Troskliwe dziecko po prostu, co się czepiasz?;)

      Usuń
  5. ...idę poszukać smoka...może już siedzi pod łóżkiem a ja tu w błogiej nieświadomości? O.O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Antares, tylko jak znajdziesz, to żeby nie było pretensji później.....;)

      Usuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...